Kim ja jestem? Krzyczę. Nie, nie krzyczę. Usiłuję, ale z moich ust nie wydobywa się nic poza żałosnym westchnieniem. Już nic nie wiem. Nie pamiętam. Nie myślę. Nie żyję. O tej godzinie mam ochotę ubrać się, wcale nie ciepło, może być byle jak, i wyjść. Iść przed siebie po skrzypiącym śniegu i odpalić papierosa. Pierwszego w tym roku. Nie. Drugiego. Już nawet papierosy mi zbrzydły. Tylko alkohol jakoś uśmierza ból, ale nie piję. Boję się. Panikuję, że utyję. Jestem ciągłym więźniem moich lęków. Jak to ludzie żyją? Co daje im prawo do wolnej woli? Wszyscy jesteśmy zniewoleni. Nikt z nas nie jest wolny, Boimy się na każdym kroku. Straty, samotności, świata, biedy, przyszłości lub przeszłości. Ja też się boję. Bardzo i wszystkiego. Najbardziej ludzi. Obcowania z nimi. To umiejętność, której nie nabyłam w wieku, w którym powinnam była, i teraz już na to za późno. Właściwie to często przez to płaczę. Nie tylko przez to. Przez wszystko. A bywa i tak, że przez nic. Tak wiele we mnie siedzi, a nie potrafię ubrać w tego w słowa i tutaj napisać. Chcę, by było mi lżej. Ale przecież to niewykonalne, prawda? Już nawet nie próbuję. Piszę, a potem czytam to i nic nie tworzy logicznej całości. Choć to mnie odzwierciedla. We mnie też nie ma logicznej całości.
