Minęło tyle czasu, a ja tutaj zerkam. Analizuję. Kim byłam? Kim była dziewczynka, wysypująca tutaj te wszystkie rozpacze? Czuję się jak w labiryncie bez wyjścia. Jak zaszczute zwierze. Ciężko się oddycha mając prawie 25 lat. Trudniej dźwigać. Obrzydliwie chyba wzrosła grawitacja. Tak, to na pewno ona. Jest mnie tyle, a nic ze mnie nie ma (?) Strasznie się zgubiłam, odbiłam od ściany, obiłam o uszy i wyparowałam. Ale zacznę siebie zbierać. Mam przed sobą do ułożenia najtrudniejsze puzzle w życiu. Milion części, obraz Beksińskiego. Obraz mojej głowy. Obraz depresji. Zawaze śmiałam się życiu w twarz. Teraz to ono szczerzy do mnie kły. Szczerz, gryź, rozszarp - nieważne.
A teraz zamilknę. Biorę wdech, wydycham resztki metali ciężkich, zamykam oczy. A jutro kurwa wstaję nad ranem, by zapętlić się po raz kolejny.