Chodź, połóż się obok, zresztą, po co się kochać, chcę cię rozebrać do naga, patrzeć na twoje piersi i biodra, jak skóra napina się na kostkach, jak bieleje ci i czerwienieje na zmianę splot słoneczny. Zresztą, chodź się kochać.
wtorek, 13 maja 2014
środa, 7 maja 2014
Definitywnie mam depresję, jestem tego pewna jak nigdy dotąd. nie potrafię się cieszyć życiem. Po prostu już zapomniałam jak to jest. Wydaje mi się, lecz mogę się mylić, że wszystko przez miejsce, w którym mieszkam. Nie za duże miasto, wszyscy właściwie się znają. Jak nie osobiście, to z widzenia. Nie potrafię tego znieść. Jestem w jakiś tam sposób tutaj rozpoznawalna, mam przypięte pewne łatki. Nienawidzę tego miejsca. Nie chcę tu mieszkać, pragnę wyprowadzić się z kraju. I może to jakiś utarty slogan, że dobrze tam gdzie nas nie ma, ale naprawdę, nie umiem tu funkcjonować. A nawet jeśli mój stan psychiczny nie zależy od tego, to wolę zmagać się z depresją i resztą rzeczy, które mnie męczą z dala od tego miejsca. Przeprowadzka byłaby nową szansą, coś jak narodzenie się na nowo, czysta karta, nikt cię nie zna, nie musisz martwić się o to co pomyślą o tobie ludzie. I najbardziej boli mnie fakt, że jest to marznie nie do spełnienia w najbliższym czasie. Może, gdyby moi rodzice srali pieniędzmi, udałoby mi się ich namówić. Lecz z drugiej strony dobrze, że tak nie jest. Pewnie byłabym chujowym, nie liczącym się z nikim rozpuszczonym nastolatkiem, który wyśmiewa się z ludzi na każdym kroku. Z ludzi takich jak ja czy inne osoby z problemami. Nie wiem do czego dążę. Nie chcę wysnuć tu żadnych wniosków, tylko wypisać się, by było mi lżej. Łyk kawy. Kolejna myśl. Chce mi się płakać, ale nie mogę wydusić z siebie łez. Jestem teraz zupełną rozsypanką porozkładanych na części pierwsze uczuć. Oddech. Wzrok utkwiony w okno. Jestem. Słowo tak trudne, a za razem proste, że to aż niewytłumaczalne. Wszyscy jesteśmy. Większość żyje, nieliczni istnieją. Z wyboru? Czy może dzieje się to poza nami? Nie potrafię zdefiniować momentu, w którym stałam się taka. Taka jak jestem teraz. Pesymistka. Bo tak, jestem pesymistką. Choć może jestem po prostu nikim, nicością, zwykłą materią na egoistycznej planecie. Nie chcę o tym myśleć. Ludzie nie myślą i żyją. Ludzie, którzy myślą - istnieją. To jest ten problem. Strach. paraliżujący i ogłupiający strach, że to się nie skończy. Że każdy kolejny dzień będzie wyzwaniem. Nie wiem czy ten wpis oddaje to w jakim stanie siedzę teraz, w ciszy, przed ekranem laptopa. Nie wiem czy powinien...
poniedziałek, 5 maja 2014
Poniedziałek , 5 maja. Kolejny dzień, tydzień, miesiąc. Czas płynie nieubłaganie. Zaraz wakacje. Stwierdziłam, że muszę coś zrobić, zmienić. Kilka ważnych punktów dotyczących codziennego trwania wypiszę i przyczepię do lustra. Tak, poukładam to na papierze, a potem w głowie. Potem. Ciągle to odwlekam, być może boję się z tym zmierzyć (?). W pewnym sensie wyrwałam się z amoku. Wyrwałam by zaraz wpaść w inny. I tak w kółko. Z punktu A do punktu B i z powrotem. Brak mi samozadowolenia, z własnej winy. Wszystko jest w moich rękach, odpowiedzialność za szczęście, którego nie pozwalam sobie poczuć. To zobowiązuje. Czasami mam wrażenie, że nie mogę dłużej grać tej farsy, że jeszcze jeden dzień noszenia maski normalności, a wybuchnę, rozpłynę się, zwietrzeję. Zniknę. Czasami mam wrażenie, że nie wytrzymam ani minuty dłużej tego zawieszenia, w życiu, które tak naprawdę nie jest moim życiem, pośród ludzi, którzy nic nie wiedzą i nic nie chcą wiedzieć, ani o sekretach duszy człowieka, ani o mnie samej. Bezduszne przypadki w supermarketach, obojętne zbiegi okoliczności na przystankach autobusowych, neutralne spojrzenia sztucznie uprzejmych sąsiadów. I strach, paraliżujący, ogłupiający strach, że pewnego dnia po prostu zwariuję, sięgnę po pistolet, wybiegnę na ulicę i zacznę strzelać do ludzi. Tylko po to, by pokazać im jaka jestem naprawdę. Żywię jednak cichą nadzieję, że zanim do tego dojdzie, sama strzelę sobie w łeb. Tak byłoby bardziej honorowo. Coraz częściej miewam dni, kiedy nie jestem do końca pewna, czy chcę akurat to wszystko, co do zaoferowania ma ten bezbarwny, wyblakły świat.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



