sobota, 26 października 2013

Jakaś cząstka bólu jest w najdalszym kącie mojego umysłu a ja jestem pełna sprzeczności.
Nie mam co więcej dodać, na dzień dzisiejszy nie istnieję w ludzkiej postaci.


piątek, 25 października 2013

Wszystko co teraz czuję, to obrzydzenie. Jest wszędzie, we mnie całej. Nie mogę spojrzeć w lustro. Z głośników na tyle głośno słychać screamowanie i growlowanie, na ile pozwala na to godzina. Zagłuszanie wyrzutów sumienia zadawaniem sobie bólu jest głupie. O ironio, jestem głupia. Przegrywam na każdym kroku. Co ja mam zrobić, żeby wreszcie wszystko było w porządku? Nie chcę musieć karać się za wszystko co zjadłam, bo to mnie wykańcza. Wypadają mi włosy i rozdwajają paznokcie. Marnuję swoje życie, które mam tylko jedno, na ciągłe napady głodu na przemian z głodówkami. Wykańcza mnie to bardziej psychicznie niż fizycznie i to nie jest dobre. To paranoja, choroba. Boję się tego...




środa, 23 października 2013

Strzelają do mnie. Nie mam gdzie się ukryć, wszystkie bunkry zabrali, jestem na lodowej pustyni. Ślizgam się i nie mogę ustać. Znów tchórzę, kurczę się i chowam w sobie. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Panika, obrzydzenie, nienawiść.


Jestem z siebie dumna. Stałeś się pionkiem, a to jest mój ruch. Od teraz to ja rozdaję karty w tej popieprzonej grze uczuć. Lecz spokojnie, powoli, nie mogę zachłysnąć się tym wszystkim, bo dostanę czkawki czy innych drgawek serca. Wszystko w moich rękach. Ta myśl mnie podnieca i przerasta. To moje zadanie i chcę być satysfakcjonująca dla samej siebie.

poniedziałek, 21 października 2013

Baw się mną dalej, przecież to lubisz. Ja tylko rozpadam się powoli, lecz nie zwracaj na to uwagi, to nic poważnego. Nie zorientujesz się, kiedy zaniknie we mnie serce i już nie będę tą samą osobą. Bo ci nie zależy, tak bardzo, jak sądzisz. A ja to widzę, bo czuję ciebie całą sobą, czuję się twoją częścią, choć formalnie nią już nie jestem. Tego też nie zauważyłeś. Myślisz, że nadal możesz mnie mieć o każdej porze dnia i nocy. Niestety, z każdym kolejnym spacerem podczas mroźnego wieczoru, jestem o jedną, dwie lub dwadzieścia łez mądrzejsza. Coraz lepiej wiem, co dla mnie dobre, choć pozornie trudne. Trudna jednak jest świadomość, że kocham cię dużo bardziej niż ty mnie i że nie jesteś dla mnie dobry. Nie zasługujesz na mnie.




Dysmorfofobia i zaburzenia odżywiania, brzmi nieźle. Świat, który stworzyłam w swojej głowie nieustannie ciągnie mnie w dół albo po prostu nie wymyśliłam niczego, czego mogłabym się złapać, by iść w górę. Ciągle w mojej głowie nieustające szepty, oznajmiające mi jak bardzo beznadziejna jestem. Próbowałam zatykać uszy, uciekać, ale to na nic. To siedzi w środku. Bliżej niż we mnie, bliżej niż poza mną. Wszędzie i nigdzie. Destrukcyjne myśli są za rogiem, słowa odczytane z murów czy wypowiedziane przez przypadkowych przechodniów - wszędzie widzę jeden sens. To mnie zniszczy, niewątpliwie przegram tę podstępną grę moich słabości. Kto tym razem rozdaje karty? Mój umysł czy żołądek? Jestem cholernym pionkiem, a przegranemu przyjdzie ponieść poważne konsekwencje. Nie chcę musieć w tym uczestniczyć, niestety, świadomie wybrałam już swoje życie.





I wanna have control...
I want perfect body, I want perfect soul.

sobota, 19 października 2013

Cóż, nie mogę dziś na nic narzekać. Dane było mi poczuć się jak małe dziecko, które tylko czeka aż chwyci w ręce ulubioną zabawkę. Naładowałam się szczęściem na najbliższy tydzień. Może nawet będę nim emanować, aby inni też poczuli się szczęśliwi? Zapasy pozytywnej energii ukryłam w kieszeniach.



Nie mogę spać. Nie chcę i nie będę. Mam dziś noc na poważne rozmyślanie sam na sam z księżycem. To już rutyna, mieszka u mnie co pełnię, zagląda przez białe żaluzje i pyta jak mi mija życie. A ja nie śpię, myślę nad odpowiedzią. Nie wiem. Nie wiem jak mija mi życie. Dlatego na wpół przytomna sprawdzam miliony scenariuszy, a dalej żaden nie wydaje się być tym właściwym. Spokojnie poczekam, aż Morfeusz zgrabnie obejmie mnie i wyszepcze sny do ucha, a dźwięki ukochanego zespołu niech ukoją moje rozkołatane serce.

piątek, 18 października 2013

Dzisiaj utopiłam rzeczywistość w  (dosłownie) okropnie skutecznym alkoholu, a ponoć nie przystoi pić z rana. Miło byłoby jednak pamiętać pierwszą połowę dzisiejszego dnia. Chyba funduję sobie ucieczkę od tęsknoty rodem z pogranicza głupoty i rozsądku. Czuję jednak, że uda mi się niedługo zatracić w pasji i robić to co kocham. Bardzo, bardzo dobre perspektywy.






Chcę za wszelką cenę zrobić coś przeciwko sobie i przeciwko tobie. Prawdopodobnie ani odrobinę nie interesuje cię, czy patrząc tępo w przeszłość potrafię wziąć kolejny oddech. Czy biorąc kolejny, chwiejny krok nie potknę się i nie upadnę. Czemu nadal tak bardzo zależy mi na marnym zainteresowaniu z twojej strony?  Ktoś podchodzi, chwyta moje kończyny i zaczyna je łamać. Po kolei, wszystkie. A ja potrafię bezradnie usiąść i patrzeć. Uśmiecham się tylko subtelnie i delektuję się tym uczuciem. Uświadamia mi jak bardzo jestem człowiekiem.

czwartek, 17 października 2013

Niewłaściwy moment na słabości serca, nie mam przy sobie chusteczek. Zwykłe zdjęcie, a karmię się tym jak wyborną trucizną. Posypuję rany solą, a są jeszcze świeże, jak wspomnienia minionego lata. Nie umiem sobie z tym poradzić, biegnę, ale potykam się za każdym razem, gdy próbuję spojrzeć w tył. Mgła, mieszanina tęsknoty i rozgoryczenia, nie pomaga w przejrzystym widzeniu na ścieżce pełnej kamieni. Tyle bym oddała za jeden uśmiech skierowany w moją stronę, za lekki dotyk, kolejne muśnięcie ust. Potrafiłeś mnie rozgrzać, ale teraz jestem zimna. I mogę się pokruszyć, zwyczajnie, jak lód.






środa, 16 października 2013

O co chodzi

Tak naprawdę
o nic nie chodzi.
Tylko o to,
żeby wystarczyło ci
czasu na życie
na złamany paznokieć
katar sąsiada
spacer w deszczu, pogrzeb wróbla
jeden telefon, dwa jabłka
migotanie przedsionków
na Mozarta i Belliniego
samotność, nadzieję -

na więcej nie licz.
Posiwiało ci serce.




Kawa i papierosy, jakież to podręcznikowe. Tyle siedzi w mojej głowie, a ja muszę to poskramiać. Kilka razy dziennie po czterdzieści pięć minut. Pogoda chyba utożsamia się z moim nastrojem, albo specjalnie wytacza przeciw mnie proces, by tylko mnie bardziej pogrążyć w otchłani własnych słabości. Wczoraj znów się poddałam, a dziś obudziłam się silniejsza. Chyba tylko po to, by wieczorem spaść z jeszcze większej wysokości. Może wcale nie musi tak być? Może po prostu muszę zdjąć te ciemne okulary i jeszcze raz, na nowo spojrzeć na to co mnie otacza? Jakże byłoby miło odnieść jakiś drobny sukces w bitwie z brakiem akceptacji siebie i nadciągającą armią chwil zwątpienia. Dziwnie przyjemne powolne umieranie i rozmowy sam na sam z czterema ścianami.


Wybite okna, połamane parapety, nieudane samobójstwa duszy.

wtorek, 15 października 2013

Wszystko dzieje się tak szybko, że nie nadążam się spieszyć. Źle sypiam ostatnimi czasy, a weekend dał mi w kość. Specyficzny smak wódki. Gorycz w ustach - azyl. A potem kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt chwil ulotnego szczęścia tak nietrwałego jak to tylko możliwe, których teraz nawet nie pamiętam. No i papierosy. Muszę puścić z dymem stres i napięcie, bo moja głowa chce eksplodować od nadmiaru brudnych marzeń oraz małych bitew na poligonie myśli. Czas na gorący prysznic, kubek kawy i Skinsów. Po co się przemęczać, mam na to czas - od nigdy do zawsze.





Miłości nie wolno szukać na siłę. Prędzej czy później przyjdzie do nas sama zdziwiona dlaczego przestaliśmy o nią zabiegać. Dlaczego? Bo jest trudna, jest typem egoisty i stara się nas sobie podporządkować. Jeśli człowiek ma choć odrobinę zdrowego rozsądku, wyjdzie, trzaśnie drzwiami i zda się na trwanie. Natomiast miłość, po którą pójdziemy sami, jest łatwa lecz nietrwała i bezwartościowa. Co może bardziej wykończyć człowieka i jego marną duszę niż uczucie, które podsycamy jedynie nadzieją? Zamiast ją mieć lepiej uwierzyć i spokojnie czekać, a zostaniemy nagrodzeni uczuciem pięknym i delikatnym niczym porcelana.



Pochłaniam ostatnimi czasy niezliczone ilości muzyki z nadzieją, że w którejś z piosenek znajdę fragment ciebie i będę go mogła zatrzymać. Na zawsze. Tylko dla siebie. Wczoraj znowu bolało mnie serce i nadal nie mam pomysłu na życie. Musisz mi pomóc, bo od szesnastu dni pada deszcz i życie powoli zaczyna mi się rozmywać. Kawa i emocjonalna próba samobójcza. Dwudziesta trzecia w tym tygodniu. Coraz mniej telefonów, wspólnych uśmiechów do słuchawki, bo przecież nie mamy czasu. Nie mamy czasu na miłość.




Nie jestem tą samą osobą, którą byłam jeszcze przed wakacjami. Odnoszę wrażenie, że czegoś mi brakuje i przestałam żyć w zgodzie z moim ja, schowanym pod brakiem wiary w siebie i w ludzi, którzy mnie otaczają, a na których uwagi praktycznie nie zwracam. Gdzie podziały się wszystkie ludzkie odruchy? Potrafię siedzieć tylko i obmyślać genialny plan, jak ukryć roztrzepane myśli i trzęsące się dłonie. Jednak ciągle prę do przodu, jesienny wiatr nie pozwala mi stać w miejscu. Lubię się zapomnieć, nieczyste zagrania w stosunku do samej siebie, byle tylko poczuć, że żyję, a nie istnieję. Małe impulsy, jak ostatnie oddechy tonącego. Łapczywie, Jak gdyby miały to być ostatnie chwile, a zarazem pierwsze, tak nieznane. Wszystkiego chcę spróbować, dotknąć. Lubię być nierozsądna, to daje mi poczucie, że nie jestem zdana na trwanie, lecz mam wpływ na cokolwiek. Ten cukierek jest słodki, delektuję się nim jednocześnie wierząc, że w środku nie kryje się gorzkie nadzienie.

poniedziałek, 14 października 2013

Brakuje mi lekkości myślenia i pisania, co sprawia, że nie mogę dać upustu emocjom czyli nie mogę sobie pomóc. Nas już nie ma, jesteś Ty i jestem ja, jesteśmy my ale nie razem lecz oddzielnie. Oboje żyjemy naszym życiem, ale indywidualnie. Każde z nas martwi się z osobna, Ty o siebie i ja o Ciebie. Nie jestem w stanie przestać krążyć po orbicie planety noszącej Twoje imię.