piątek, 18 lipca 2014

Zastanawiam się czy ludzi naprawdę obchodzi moja osoba i, czy gdy pytają co u mnie, rzeczywiście ich to nurtuje. Zacznijmy od tego dlaczego się nienawidzisz. Dobre pytanie, powiedz dziewczyno! Dlaczego się nienawidzisz? I pada odpowiedź, taka sama jak zawsze - "nie wiem". Na miłość boską, jak możesz nie wiedzieć dlaczego nienawidzisz siebie. Cóż, wiem, ale gdy wypowiadam to na głos lub piszę na klawiaturze to sprawiam, że powód ten staje się zmaterializowany i namacalny, i właśnie to mnie przerasta. Ale jest cisza i milczenie. I postanawiam, że jednak spróbuję. Więc mówię nieśmiało "choć może i wiem". Ale gdy ja stwierdziłam, że wiem, to ty stwierdzasz, że tak naprawdę cię to nie interesowało. I milczenie się nie kończy. I czuję się jak gówno, bo gdy próbuję znaleźć siebie, to w tym momencie chowam się jeszcze bardziej i zamykam kolejne drzwi na klucz.




środa, 2 lipca 2014

Czuję się jak próżnia. Nie ma we mnie emocji. Zauważyłam to na przestrzeni ostatnich tygodni. Byt zwyczajnie mi zobojętniał. Gdy ktoś nazywa mnie szmatą, twierdzi że nie chce mnie widzieć czy używa w stosunku do mnie miliony nieprzyjemnych epitetów - nie dbam o to. Być może poznałam już swoją wartość lub zwyczajnie mnie to nie obchodzi. Nie dostrzegam w sobie już żadnych emocji, wszystkie prawdopodobnie się uładziły lub zanikają w zastraszającym tempie. Daleko mi do złości, smutku czy radości. Jest po prostu brak. Brak to długa, niekończąca się, przeźroczysta droga. Bez wiatru, bez jadących samochodów, rowerzystów i bez drzew po bokach. Nie ma tam tlenu nie ma tam słońca. I gdy człowiek dociera w miejsce gdzie takowy brak ma swój początek to traci wzrok, słuch i wszelkie zmysły. Taka osoba wie, że jest ale nie może zrobić nic. Nie czuje swojego ciała, nie czuje nic. Ogromne nic. I to własnie ja. Jestem niczym, które aktualnie przebywa w braku. I nie wiem czy kiedykolwiek się wydostanę. Sprawy rozwiązują się same. Ludzie dzielą się na tych, którzy nienawidzą, na tych, którzy kochają i na tych, którzy obserwują to wszystko z boku. Już nawet nie przeraża mnie ta pustka. Kiedyś właśnie ona była najgorsza. Wolałam być smutna niż nie czuć nic, A teraz? Jest mi to obojętne. Ogromna obojętność jak gruba zimowa kurtka już nie wisi w szafie, lecz otula moje pokrojone ciało. Oglądam filmy, które mnie nie wzruszają i rozmawiam z ludźmi, którzy mnie nie obchodzą. I z niczego się nie tłumaczę. Nie muszę. Żadnej presji. Żadnych obowiązków. Brak. Nic.