sobota, 30 listopada 2013

Między mną a grypą kąt - trzydzieści osiem stopni. Cholerny wirus, zatruwa moje ciało i umysł, bo odechciało mi się żyć.



piątek, 29 listopada 2013

Rozmawiałam z własnym chaosem, brakuje mi świata wyimaginowanego przeze mnie. Tyle ostrz rozcina moje myśli, których nie potrafię złożyć w logiczną całość i jednym tchnieniem przenieść tutaj - do składziku szarych, zakurzonych i niechcianych. Łzy same napływają mi do oczu lecz chyba po prostu ze zmęczenia światem, gdy szeroko otwieram usta, by po raz kolejny oddać, mam nadzieję, oddech agonalny. Gryzą mnie zgryzoty bliskich mi osób, a czasami zaczynam myśleć, że dzieje się tak przeze mnie, przez to jaka jestem. Wiecznie coś nie tak, wiecznie smutna, bez życia, z depresyjnym nurtem płynąca przez rzekę społeczeństwa. Trudno to wyjaśnić, a herbata stygnie. Nie ma czasu, wszyscy chcemy istnieć.


Prawie nic dziś nie zjadłam, nie chcę, nie będę. Chcę tylko spać i czuć głód. Lekkość, delikatność, trochę mniej wszystkiego i trochę więcej niczego. Irytuje mnie wiele rzeczy, najbardziej ja sama. Idk, who cares.

środa, 13 listopada 2013

To nie jest zły dzień, to jest po prostu złe życie spowodowane złym światem i złymi ludźmi. Nic na to nie poradzę. Przepraszam, że słucham a nie słyszę. Widzę a nie patrzę, Po prostu rozumiem więcej niż inni. Czuję się cholernie źle na myśl o obcowaniu z ludźmi ze szkoły. Pragnę zostać jutro w domu, sama ze sobą, w ciszy muzyki. Nic mnie tak nie przeraża jak wyjście z domu.


poniedziałek, 11 listopada 2013

Ktoś zapalił latarnie i lepiej mi przedzierać się przez mgłę. Jest jakby lepiej. Przyjemniej i prościej. Wszyscy na mnie patrzą. Kręcę się ciągle w kółko, kochanie. Poziom desperacji wzrasta. Muszę pamiętać, że to tylko gra. Tak piękne, piękne kłamstwo. Jak to się dzieje, że przebywając z ludźmi, z którymi wcale nie chcemy przebywać stajemy się tacy, jacy nie chcemy być? To chyba pewien rodzaj maski, która ma być dla słabych dusz barierą od świata. Ha, zabawne, kto wrażliwy w tych czasach nie ma fobii społecznej? To wszystko nas po prostu zniszczy, postradamy zmysły. Zabójstwa, samobójstwa. Schizofrenia.





Pray to your god, open your heart
Whatever you do, don't be afraid of the dark
Cover your eyes, the devil's inside

sobota, 9 listopada 2013

Potrzebuję koncertu, całkiem sporo muzyki na żywo, prosto do ucha, do serca. Zero er ha plus. Ból głowy, niewyspanie. Ból istnienia, żałość. Chętnie utoczę sobie krwi. Jest mi dziś dziwnie dobrze, może za sprawą tego, że od 3 dni nie kryję mojego prawdziwego ja i przestałam na siłę udawać wesołą osobę. Integruję się z deszczem podczas krótkich spacerów, przenika mnie chandra. Stan przygnębienia, złe samopoczucie, niskie poczucie wartości, apatia, depresja, poczucie beznadziejności. Ciepłe światło lampki nocnej i chłodny widok za oknem. Jak dla mnie? Klimat idealny. Trochę poumieram, ale nie za długo. Wieczorem mogę być szczerze uszczęśliwiona. Przyjaźń tak chyba działa, kontakty z ludźmi, którzy są naszym krzywym zwierciadłem.






środa, 6 listopada 2013

Zero kontaktu z rzeczywistością. Zaczęłam obawiać się o siebie. W jaki sposób radzę sobie z gorzką rzeczywistością, a w jaki z cierpieniem. Cholera, czy ja naprawdę mam takie problemy? Co, jeśli to tylko jakieś wyolbrzymienie. Sama sobie kopię dołki. Nie jestem dziś w stanie się ruszyć lub zrobić coś konstruktywnego. Po prostu. Gdzieś w kąciku mnie żarzy się jeszcze to głupie uczucie do ciebie, i chyba wypala mi dziurę w sercu. Ja nie umiem zadzwonić, być może boję się wiedzieć co się z tobą dzieje, bo to zbliża. Wymienianie informacji, rozmowa, co u ciebie, co u mnie, nic, nadal nic się nie zmienia. 


Co się dzieje?! Patrzę tępo w ekran komputera bez zamiaru zrobienia czegokolwiek. Ogarnia mnie czarna pustka, nie mam pomysłu na nic, zwłaszcza na życie. Życie bez pomysłu, pomysł bez życia. Człowiek bez życia. Ja.

niedziela, 3 listopada 2013

Amok. Co robią plamki krwi na chusteczce higienicznej? To znowu ja? Znów to zrobiłam, czy moje dłonie znów zadały rany ciału? Jakże śmiesznie słaba istota z mnie. Uciekając przed samą sobą mijam zakręty smutku, tęsknoty aż dobiegam w ten sposób do noża, który z własnej woli wbijam sobie w serce. Tak wiele kosztuje mnie wzięcie do ręki telefonu i wybranie twojego numeru. Jesteś tak cholernie ponad moje siły, tak bardzo, że nawet nie potrafię tego zrozumieć. Umieram z niewiedzy, ale nie potrafię spytać co u ciebie. Komiczne komplikacje w głowie, zgnilizna w myślach. Coraz chłodniej się robi, coraz szybciej mija czas na szarych popołudniach spędzanych przed ekranem komputera. Chyba minusowe temperatury przyniosą wiele chłodu i oby zamroziły ludzkie uczucia. To wszystko o garść za wiele.





Arctic Monkeys - Why'd You Only Call Me When You're High