niedziela, 21 grudnia 2014

Dwa miesiące. Dwa miesiące i szesnaście dni - tyle potrzeba mi było, by zerwane chwasty moich myśli zalęgły się ponownie. Znów muszę je wypielić. Lubię te pracę. Pielęgnowanie ogrodu jakim jest moja dusza i umysł. To oczyszczające. Zdrowieję czy zatracam się w codziennej rutynie? Nie wiem już na jakim etapie jestem teraz. Wiem, że nie umiem funkcjonować kiedy nie wypełniam moich dni po brzegi prozaicznymi czynnościami. Wiem, że włosy mi urosły. Wiem, że nabrałam mięśni. Nie nabrałam siły. Wiem, że coś w środku mnie umarło. Wiem, że kawa nie smakuje już tak samo bez papierosa. Wiem, że jestem bezsilna. Nie umiałam utrzymać rodziny w całości. Wiem, że go kocham. Kochałam go zawsze i boję się, że będę kochać go zawsze. Pewnie to bezpodstawne obawy, bowiem na świecie jest tyle ludzi, że mogę spotkać jeszcze tuzin potencjalnych kochanków. Ale coś mi mówi, że to uczucie nie minie nigdy do końca. Przycichnie, tak jak w minionym roku. I w ręce mi zimno ostatnimi czasy. I cała jestem zziębnięta jak wróbel w zimowy poranek. I często ostatnio myślę jak to by było nie istnieć. Ale wtedy czuję, że istnieję za bardzo. Niedługo będzie moja osiemnasta wiosna na tym świecie. Nic się nie zmieni. Tylko papierosy i alkohol będę mieć na wyciągnięcie ręki. Zabawne - pełnoletność upoważnia nas jedynie do uzależnień i potyczek z prawem. I nic więcej nie napiszę, bo nie chcę, bo nie wiem co, bo urwałam myśl i nie potrafię jej poskładać z powrotem. Tak to ze mną jest, Że zaczynam coś, a potem już nie wiem co do czego i z czym, i rzucam to w kąt. Bo przecież łatwiej nie myśleć.

niedziela, 5 października 2014

Marzyliście kiedyś o zabijaniu ludzi? Jadąc autobusem wyobrażam sobie jak podchodzę do osoby, którą znam lub nie, którą lubię lub nie i widzę strach w jej oczach na widok trzymanej przeze mnie broni. Czasem nóż, czasem strzelba i z zimną krwią dokonuję egzekucji, i nic ani nikt nie jest wstanie mnie zatrzymać. Nie boję się. Widzę tylko jak utylizuję śmieci z tego wysypiska zwanego światem. W tej chwili mam tę wizję w głowie bardzo wyraźnie. Wzięłam kilka tabletek, po których ładnie spada waga. I czuję się trochę naćpana, trochę szczęśliwsza, trochę śmielsza i z dala od wszystkiego co jest tuż obok. I czuję, że mogę wszystko. Ale nie chcę robić nic. "Nic nie mówisz. To nieśmiałość czy wstręt do ludzi?" Myślcie. Myślcie wy tępe ścierwa, o ile w ogóle potraficie używać tego co domniemany pan bóg wam dał. Nienawidzę was szczerze. Umrzyjcie. Albo nie, zaczekajcie aż przyjdzie odpowiedni moment i sama to zrobię. Niczego nie możecie być pewni. W mojej głowie nie just już nic tak jak powinno być. Zwariowałam. Zwariowałam przysięgam. Nikt mi nie pomoże. Nikt wam nie pomoże.






środa, 10 września 2014

Chyba wszyscy mają mnie dość. A nic takiego przecież nie robię. Staram się nawet funkcjonować. I udaje mi się. A ludzie mnie unikają. Więc będę pić i palić, aż zapomnę o świecie. Bo kto chciałby pamiętać o tym wszystkim (?)


piątek, 29 sierpnia 2014

Bez zmian. Szkoda. Dobrze. Sama nie wiem. Wraca szkoła. Nie chcę. Dziękuję. Spierdalajcie.










czwartek, 14 sierpnia 2014

Ilekroć zawładnie mną fascynacja innym mężczyzną, do mojej głowy wkracza on. Jego zapach, pocałunki i nieogolona broda. Ciepły dotyk, jego szept, moje słowa... Zostańmy tak na zawsze! I, na boga, cofam to. Nie chcę zostać w tym uścisku na zawsze. Czuję mrowienie, czuję podniecenie. Nie czuję godności. Moje uczucia zostały w kieszeni jego ogromnej, czarnej bluzy, w której jest gdzieś teraz prawdopodobnie. Siedzi, ledwo pamiętając moje słowa "zostańmy tak na zawsze". Ale oboje zbyt dobrze wiemy, że to wszystko jest ulotne, jak woń dopiero co zaparzonej, świeżo mielonej kawy. I choć byśmy się złościli, tupali nogami i wylewali wiadra łez, jest to coś pięknego - jest to chwila. Chwila trwa tylko chwilę i ani chwili dłużej. Chwila to coś czego ani zdeterminowana ja, ani silny on nie możemy przeciągnąć w nieskończoność. A po owej chwili mamy rok, cały rok na zastanowienie się i dokładne przemyślenie czy ma jakikolwiek sens tęsknienie za kimś, kogo już dawno powinniśmy byli zapomnieć. Zapomnieć nas. Zapomnieć siebie. Zapomnieć się i marnować kolejne chwile na zafascynowanie się kimś zupełnie innym.

piątek, 18 lipca 2014

Zastanawiam się czy ludzi naprawdę obchodzi moja osoba i, czy gdy pytają co u mnie, rzeczywiście ich to nurtuje. Zacznijmy od tego dlaczego się nienawidzisz. Dobre pytanie, powiedz dziewczyno! Dlaczego się nienawidzisz? I pada odpowiedź, taka sama jak zawsze - "nie wiem". Na miłość boską, jak możesz nie wiedzieć dlaczego nienawidzisz siebie. Cóż, wiem, ale gdy wypowiadam to na głos lub piszę na klawiaturze to sprawiam, że powód ten staje się zmaterializowany i namacalny, i właśnie to mnie przerasta. Ale jest cisza i milczenie. I postanawiam, że jednak spróbuję. Więc mówię nieśmiało "choć może i wiem". Ale gdy ja stwierdziłam, że wiem, to ty stwierdzasz, że tak naprawdę cię to nie interesowało. I milczenie się nie kończy. I czuję się jak gówno, bo gdy próbuję znaleźć siebie, to w tym momencie chowam się jeszcze bardziej i zamykam kolejne drzwi na klucz.




środa, 2 lipca 2014

Czuję się jak próżnia. Nie ma we mnie emocji. Zauważyłam to na przestrzeni ostatnich tygodni. Byt zwyczajnie mi zobojętniał. Gdy ktoś nazywa mnie szmatą, twierdzi że nie chce mnie widzieć czy używa w stosunku do mnie miliony nieprzyjemnych epitetów - nie dbam o to. Być może poznałam już swoją wartość lub zwyczajnie mnie to nie obchodzi. Nie dostrzegam w sobie już żadnych emocji, wszystkie prawdopodobnie się uładziły lub zanikają w zastraszającym tempie. Daleko mi do złości, smutku czy radości. Jest po prostu brak. Brak to długa, niekończąca się, przeźroczysta droga. Bez wiatru, bez jadących samochodów, rowerzystów i bez drzew po bokach. Nie ma tam tlenu nie ma tam słońca. I gdy człowiek dociera w miejsce gdzie takowy brak ma swój początek to traci wzrok, słuch i wszelkie zmysły. Taka osoba wie, że jest ale nie może zrobić nic. Nie czuje swojego ciała, nie czuje nic. Ogromne nic. I to własnie ja. Jestem niczym, które aktualnie przebywa w braku. I nie wiem czy kiedykolwiek się wydostanę. Sprawy rozwiązują się same. Ludzie dzielą się na tych, którzy nienawidzą, na tych, którzy kochają i na tych, którzy obserwują to wszystko z boku. Już nawet nie przeraża mnie ta pustka. Kiedyś właśnie ona była najgorsza. Wolałam być smutna niż nie czuć nic, A teraz? Jest mi to obojętne. Ogromna obojętność jak gruba zimowa kurtka już nie wisi w szafie, lecz otula moje pokrojone ciało. Oglądam filmy, które mnie nie wzruszają i rozmawiam z ludźmi, którzy mnie nie obchodzą. I z niczego się nie tłumaczę. Nie muszę. Żadnej presji. Żadnych obowiązków. Brak. Nic.





wtorek, 10 czerwca 2014

Czerwiec. Nadszedł czerwiec pełen przygód. Czerwiec w kolorze ognia i pachnący rozgrzanym asfaltem. Ultradźwiękowy czerwiec. Pięć dni. Dwanaście dni. Nie mogę się doczekać. I dostałam skrzydeł. Być może dzięki uczuciu szczęścia związanego z moją miłością - muzyką. Tylko czy to minie? Tak, najprawdopodobniej. Minie jak wszystkie chwile uniesień od jakichś ośmiu czy dziewięciu miesięcy. Jest tylko melancholia otulająca mnie jak gruby koc i jedynie czasami ktoś pociąga za jego róg, odkrywając mi rękę lub nogę. I jest inaczej. Ale zawsze przykrywam się nim z powrotem, mimo, że pod nim mi duszno, to czuję się bezpieczniej. I, jezu chryste, czy ja muszę być tak irytująco, nieustannie przygnębiona?! A jeśli tak, to dlaczego zawsze udaję, że tak nie jest? Potrzebuję kogoś, kto będzie, kto mnie określi, zdefiniuje. Wzdłuż i wszerz. Na wylot, dogłębnie. Powie mi o mnie wszystko to co niewidoczne lecz oczywiste. Takie zwyczajne, na końcu labiryntu. Kogoś kto podniesie mnie zanim upadnę. I przewidzi gdzie trafię, gdy przestanę sobie radzić. Bo ja nie wiem już nic.




niedziela, 1 czerwca 2014

Stawiam sobie poprzeczkę zdecydowanie zbyt wysoko. Wynika to z wysokich ambicji lub może z głupoty, nie jestem już pewna. Jest już czerwiec, a ja wciąż staram się jak mogę. Staram się, a nie osiągam cel. Muszę to zrobić już, teraz. Ten miesiąc będzie miesiącem cudownym. Miesiącem koncertów, miesiącem tygodniowego melanżu z przyjaciółką. miesiącem grania w Wiedźmina i miesiącem czytania książek. Mimo wszystko mam się w miarę dobrze. Tylko w domu siedzę więcej. Bardziej zamknęłam się w sobie, wybudowałam skorupę, tarczę obronną. A ona zaczęła mieć duszę i rozum, i jakby na przekór mi oddala mnie od relacji z ludźmi.
Zawaliłam szkołę, przefarbowałam się... Nadal nie wiem czemu się głupio uśmiecham.



wtorek, 13 maja 2014

Chodź, połóż się obok, zresztą, po co się kochać, chcę cię rozebrać do naga, patrzeć na twoje piersi i biodra, jak skóra napina się na kostkach, jak bieleje ci i czerwienieje na zmianę splot słoneczny. Zresztą, chodź się kochać.


środa, 7 maja 2014

Definitywnie mam depresję, jestem tego pewna jak nigdy dotąd. nie potrafię się cieszyć życiem. Po prostu już zapomniałam jak to jest. Wydaje mi się, lecz mogę się mylić, że wszystko przez miejsce, w którym mieszkam. Nie za duże miasto, wszyscy właściwie się znają. Jak nie osobiście, to z widzenia. Nie potrafię tego znieść. Jestem w jakiś tam sposób tutaj rozpoznawalna, mam przypięte pewne łatki. Nienawidzę tego miejsca. Nie chcę tu mieszkać, pragnę wyprowadzić się z kraju. I może to jakiś utarty slogan, że dobrze tam gdzie nas nie ma, ale naprawdę, nie umiem tu funkcjonować. A nawet jeśli mój stan psychiczny nie zależy od tego, to wolę zmagać się z depresją i resztą rzeczy, które mnie męczą z dala od tego miejsca. Przeprowadzka byłaby nową szansą, coś jak narodzenie się na nowo, czysta karta, nikt cię nie zna, nie musisz martwić się o to co pomyślą o tobie ludzie. I najbardziej boli mnie fakt, że jest to marznie nie do spełnienia w najbliższym czasie. Może, gdyby moi rodzice srali pieniędzmi, udałoby mi się ich namówić. Lecz z drugiej strony dobrze, że tak nie jest. Pewnie byłabym chujowym, nie liczącym się z nikim rozpuszczonym nastolatkiem, który wyśmiewa się z ludzi na każdym kroku. Z ludzi takich jak ja czy inne osoby z problemami. Nie wiem do czego dążę. Nie chcę wysnuć tu żadnych wniosków, tylko wypisać się, by było mi lżej. Łyk kawy. Kolejna myśl. Chce mi się płakać, ale nie mogę wydusić z siebie łez. Jestem teraz zupełną rozsypanką porozkładanych na części pierwsze uczuć. Oddech. Wzrok utkwiony w okno. Jestem. Słowo tak trudne, a za razem proste, że to aż niewytłumaczalne. Wszyscy jesteśmy. Większość żyje, nieliczni istnieją. Z wyboru? Czy może dzieje się to poza nami? Nie potrafię zdefiniować momentu, w którym stałam się taka. Taka jak jestem teraz. Pesymistka. Bo tak, jestem pesymistką. Choć może jestem po prostu nikim, nicością, zwykłą materią na egoistycznej planecie. Nie chcę o tym myśleć. Ludzie nie myślą i żyją. Ludzie, którzy myślą - istnieją. To jest ten problem. Strach. paraliżujący i ogłupiający strach, że to się nie skończy. Że każdy kolejny dzień będzie wyzwaniem. Nie wiem czy ten wpis oddaje to w jakim stanie siedzę teraz, w ciszy, przed ekranem laptopa. Nie wiem czy powinien...




poniedziałek, 5 maja 2014

Poniedziałek , 5 maja. Kolejny dzień, tydzień, miesiąc. Czas płynie nieubłaganie. Zaraz wakacje. Stwierdziłam, że muszę coś zrobić, zmienić. Kilka ważnych punktów dotyczących codziennego trwania wypiszę i przyczepię do lustra. Tak, poukładam to na papierze, a potem w głowie. Potem. Ciągle to odwlekam, być może boję się z tym zmierzyć (?). W pewnym sensie wyrwałam się z amoku. Wyrwałam by zaraz wpaść w inny. I tak w kółko. Z punktu A do punktu B i z powrotem. Brak mi samozadowolenia, z własnej winy. Wszystko jest w moich rękach, odpowiedzialność za szczęście, którego nie pozwalam sobie poczuć. To zobowiązuje. Czasami mam wrażenie, że nie mogę dłużej grać tej farsy, że jeszcze jeden dzień noszenia maski normalności, a wybuchnę, rozpłynę się, zwietrzeję. Zniknę. Czasami mam wrażenie, że nie wytrzymam ani minuty dłużej tego zawieszenia, w życiu, które tak naprawdę nie jest moim życiem, pośród ludzi, którzy nic nie wiedzą i nic nie chcą wiedzieć, ani o sekretach duszy człowieka, ani o mnie samej. Bezduszne przypadki w supermarketach, obojętne zbiegi okoliczności na przystankach autobusowych, neutralne spojrzenia sztucznie uprzejmych sąsiadów. I strach, paraliżujący, ogłupiający strach, że pewnego dnia po prostu zwariuję, sięgnę po pistolet, wybiegnę na ulicę i zacznę strzelać do ludzi. Tylko po to, by pokazać im jaka jestem naprawdę. Żywię jednak cichą nadzieję, że zanim do tego dojdzie, sama strzelę sobie w łeb. Tak byłoby bardziej honorowo. Coraz częściej miewam dni, kiedy nie jestem do końca pewna, czy chcę akurat to wszystko, co do zaoferowania ma ten bezbarwny, wyblakły świat.


czwartek, 17 kwietnia 2014

Chciałam dwa tygodnie odpocząć. Nie udało się. Trudno. Parę przyziemnych spraw, naprawię włosy, postaram się wprowadzić w życie coś nowego. Ale nie zapeszam. Czuję presję, tak mało czasu... Cholera, ja naprawdę nie mam o czym pisać. Chcę wyjechać, najlepiej na inny kontynent. Nikomu nic nie mówić, po prostu zniknąć. Zacząć od nowa. Boli mnie fakt, że zawalam każde dane sobie postanowienie. Nie ma we mnie nic. Ale i nie ma nikogo, z kim mogłabym się dzielić czymkolwiek. Aktualnie? I'm done!


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Błagam przestańcie do cholery o mnie mówić! Wiem, wiecznie wypowiadam się o sobie, ale nie po to byście i wy mówili o mnie. Oceniali mnie. Krytykowali moje cele i postępowania. Nie chcę aprobaty, nie chcę krzywego spojrzenia, nie chcę. Błagam, udawajcie, że mnie nie ma. Ja tylko wylewam słowa w próżnię, a to, że mówię je przy was nie znaczy, że mówię je do was. Everyone judge me, I've had enough. Dlaczego nie mogę być niewidzialna? Tak bardzo tego pragnę. Ujawnię się dopiero, gdy osiągnę cel. Gdy będę gotowa na pochwały bądź krytykę, bo będę już miała to czego chcę. Nie teraz, jeszcze nie. Klamka zapadła, a wy nie wymienicie ani zamka ani drzwi. Po prostu. Przytłacza mnie to, że nie mogę czuć już wolności słowa. Ale cóż, ja także przesadzam. Moja "wolność słowa" przejawia się już tylko w liczeniu kalorii szeptem. Skończyłam się, zanim zdążyłam się zacząć.


sobota, 5 kwietnia 2014

Dzień leci zadziwiająco szybko, gdy prawie nic się nie je. Wczorajszy - jak mgnienie oka. Being As An Ocean, Forecast, Hotel Books, Polar, Hundreth, Conceptions, Elephantis, Road To Manila, The Distant North i wiele więcej, mogłabym tak wymieniać moje uczucia godzinami. Bo te zespoły, ta muzyka to nic innego jak moje uczucia. Wykrzyczane, z dokładnością do setnych sekundy, jak właśnie czuję się od ośmiu miesięcy. Osiem. Niemożliwe wydaje się być, że przez ten cały czas funkcjonuję będąc w mentalnej śpiączce. I jedyną aparaturą utrzymującą moje funkcje życiowe są te przeróżne dźwięki, najczęściej głośne. Linie melodyczne zamiast papilarnych.






niedziela, 30 marca 2014

Nie wiem czy jest sens dalej prowadzić tego bloga. Po części nie wyobrażam sobie opuścić tego miejsca. Zwłaszcza teraz. Ale chyba się wypaliłam. Inaczej - nie potrafię myśleć ani pisać o niczym innym niż odchudzanie. Ilości, kalorie, to co zjadłam, czego nie zjadłam. Waga za duża, ubrania za ciasne, lustro mnie okłamuje. Chcę widzieć się normalnie. Jeszcze bardziej pragnę się od tego uwolnić. Przestać się przejmować. Idą wakacje, a ja walczę ze zlikwidowaniem blizn na nogach. Staram się zachowywać normalnie. Może jestem normalna? Moje prawdziwe ja gdzieś głęboko się tylko ukryło. Ale które "ja" jest tym właściwym? Mimo wsłuchiwania się w ciszę nadal niczego nie rozumiem.


Dzieje się coś o czym boję się myśleć. 
Wraz z zapachem ciepłego powietrza wraca wszystko z przed roku.
Nie. Nie wmówicie mi, że tęsknię.

poniedziałek, 24 marca 2014

Zaczynam podejrzewać u mnie depresję. Od jakiegoś czasu nie ma dnia, żebym nie płakała z powodu jedzenia i tego jak wyglądam. Wymiotuję. Pomijam posiłki. Kłamię co do spożytych ilości. A potem się obżeram. Nie wiem czego od siebie wymagam. Wszystko jest jak mgnienie oka, dotykam papierowych ścian domu jakim jest moje podejście do siebie. 60 dni. 60 dni wyrzeczeń, efektów brak. Czy dążę do akceptacji siebie? Czy to może pogoń za nieskończonością. Bieg do doskonałości. Bez mety. Bez fanfarów i konfetti. Nie wiem nic. Ha, Wygrana mnie nie cieszy. Przegrana łamie mi wiarę w siebie.


środa, 19 marca 2014

Jestem uwikłana w pakt z własnymi kompleksami. Nie mogę zebrać myśli więc napiszę dziś tyle co nic. Obżarłam się, zwróciłam to. Dałam sobie wycisk, nadal gryzą mnie wyrzuty sumienia, Przywykłam do tego. Przywykłam do niejedzenia cukru. Przywykłam do braku słodyczy w moim życiu. Jedynie gorzki rygor i ścisłe obostrzenia, jeżeli chcę coś osiągnąć nie mogę się poddać.




poniedziałek, 10 marca 2014

I'm not broken... I am nothing,
Zmęczony umysł. Wami wszystkim. I zmęczone ciało dążeniem do perfekcji, której prawdopodobnie nigdy nie osiągnę. Dążenie do punktu bez wyjścia. Ale zbyt wielkie są chęci udowodnienia samej sobie, że jest się jednak coś wartym... Bo tak bardzo chciałabym w to uwierzyć. A czuję się przegrana. Na wszystkich pozycjach stracona. Skąd w tak młodej osobie, jak ja, tyle zwątpienia i beznadziei?  Wszystko to wyłania się z czerni i pochłania mnie bezpowrotnie. Cholera jasna! Nie mogę być taką pesymistką. Idzie wiosna i muszę zrobić wszystko, aby i we mnie coś rozkwitło.


czwartek, 6 marca 2014

Początek końca tygodnia. Sądny dzień. Chorobliwe podejście to liczb. Ale nie jest najgorzej. Będę bardziej się starać. Każdy przegrany dzień oddala mnie od osiągnięcia wyznaczonego celu. Wszystko zależy ode mnie i mogę walczyć albo się poddać. Jutro robię sobie dzień przerwy. Od zakładania maski i od dopasowywania się. Od obowiązków i stresu. Od życia. Koncert? Bieganie? Ucieczka mentalna czy fizyczna? Cokolwiek, byle by zagłuszyć ten cholerny łoskot myśli. Jestem taka dziwna i rozchwiana. Ludzie tego nie rozumieją. A ci, którzy rozumieją i którzy bez słów mogliby siedzieć ze mną w ciszy mieszkają tak daleko. Frustrująca ironia losu. Czasami myślę, że to wszystko specjalnie. Słabe jednostki rozsiane są po świecie, by mogły pogrążyć się w swojej marności. Są same, bo nikt im nawet nie umożliwia podróży i spotkania z kimś tego samego pokroju. Dryfują na oceanie emocji. I każdej nocy przeżywają sztorm. I toną...


poniedziałek, 3 marca 2014

Chęć zwrócenia wszystkiego co dzisiaj zjadłam znowu się odzywa. Włączam muzykę i próbuję zagłuszyć natarczywe myśli. Bardzo chcę zostać jutro w domu, pod kołdrą. Bardzo chcę iść teraz spać. A nie mogę. Nie powinnam. Pozostaje mi wytrzymać te dwa tygodnie i ma być już bardzo ciepło. Szykuje się wyprawa na rolkach za miasto. Tylko kto będzie chciał towarzyszyć mi w tej drodze? Mam wrażenie, że im bardziej staram się dopasować, tym drastyczniej odrzucam wielu ludzi. A moja bariera społeczna jest coraz grubsza. Nie umiem już nad tym zapanować.


Siedzę. Łzy znów napływają mi do oczu. Odpisuję kilku osobom jakieś lakoniczne zwroty. Nikt z nich nie domyśla się nawet jak jest mi źle. Czuję się tak cholernie odrzucona. Nikt nie zwraca uwagi na moje potrzeby, a ja też nie potrafię o nie zawalczyć. Zawsze jestem ja dla wszystkich. Dlaczego nie czuję, że ktokolwiek jest dla mnie?

niedziela, 2 marca 2014

Throwback do poniedziałku, 24 lutego. Warszawa, Hydrozagadka, koncert. Cztery zespoły na żywo, w tym Being As An Ocean. Jak za mglą pamiętam, że rozmawiałam z Joelem, a potem mnie przytulił. Że dziękowałam Tylerowi i Ralphowi. Jak płakałam ze szczęścia i paliłam papierosa pod gwieździstym niebem. Zapach stygnącego asfaltu stolicy i wiecznie zabiegani ludzie. Klimat szarej, ponurej Pragi i stukot tramwaju. To było niesamowite. Rozmowa z człowiekiem, dzięki któremu codziennie masz tą marną nadzieję. Każdego ranka słucham ich piosenek i myślę, że nie warto się poddawać, bo oni mnie rozumieją, Przeżywają to samo. Trudno uwierzyć jak kilka dźwięków gitary i wykrzyczane słowa mogą wpłynąć na człowieka. Nie potrafię opisać tego żadnymi słowami, jak wiele to dla mnie znaczyło. Minął już prawie tydzień, a ja nadal wspominam wszystko od początku do końca. Spełniłam marzenie.



niedziela, 16 lutego 2014

Znów zaczynam wariować, na śniadanie zjadłam tylko jedną małą kanapkę i podejrzanie dobrze się z tym czuję. Teraz piję kawę, bez cukru bo i we mnie nie ma słodyczy. Za 8 dni Warszawa i koncert, w co nadal nie mogę uwierzyć. Ujrzę moje ukochane Being As An Ocean, będą na wyciągnięcie ręki. Jednak mimo to nie mogę z ręką na sercu stwierdzić, że jest mi dobrze. Nie jest. Znów powróciła nerwowość, znowu moje przedramię nie wygląda tak jak wyglądać powinno. Brak lub nadmiar, obojętnie, Lecz nadal czuję niepohamowaną siłę w sobie i nadzieję na uzyskanie wymarzonej wagi. Wszystko idzie w dobrym kierunku, chyba znalazłam odpowiednią drogę, bo od miesiąca ani razu się nie potknęłam.






niedziela, 9 lutego 2014


What about me? 
Chcę wakacji, chcę trzydziestostopniowej pogody, Woodstocku, z powrotem ciemnych włosów i owocowych koktajli. A nie wiecznych smutków, ciepłych koców i grubych skarpet. Zwiędło mi serce.


środa, 29 stycznia 2014

Czy trzy miesiące to wystarczający okres czasu, aby przestać kochać? Aby do końca zanikły wszystkie ogromne uczucia, którymi ponoć mnie darzyłeś? Chyba, że to ja po prostu próbuję się pocieszać.


NIC
Wszystko w biegu. Żyjemy w biegu, myślimy w biegu. Ukrywamy się, zakładamy maskę. Ja także. Moje wnętrze składa się z rozsypanych puzzli. Potrzebuję się odizolować od społeczeństwa. To nie potrzeba. To zalecenie. Bez problemu mogę to zrobić, nie potrzeba mi leków czy oddziałów psychiatrycznych. Słuchawki i muzyka. Ale nie pierwsza lepsza piosenka z listy odtwarzania. Potrzebuję dźwięków, które przenoszą mnie w inny świat. Zabawne, zachowuję się wtedy jak po narkotykach. Nie ma czasu. Najgorsza jest myśl, że za kilka dni będę musiała powrócić to dopasowywania się i przywdziewania maski. Chyba jestem tym zmęczona...





poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chichoczę, wszystko umilkło. Jestem na powierzchni, lecz w oddali przemknął wątły kształt. Zagłuszona uśmiechem, który dała wódka, czuję narastającą falę smutku, która lada chwila uderzy we mnie ze strojoną siłą. Szczerzę się, wiruję, jest mi dobrze jak nigdy. Nigdy jednak nie bywa mi tak źle i pusto jak w takich momentach. Jedyną kompanką na dalszą zabawę jest połówka, dwusetka lub setka w zależności ile morfiny chcę sobie zafundować. Wytłumić myśli, uciszyć sumienie czy wyłączyć się dla świata? Ale jest północ, leżę sama w pokoju i nikt nie wie co dzieje się w mojej głowie. Za dużo. To samotność. To jest właśnie samotność, nie zależąca od ilości ludzi wokół mnie. To samotne myśli, pragnienia, których nikt inny ze mną nie podzieli i nie poczuje w ten sposób. Chciałabym teraz pisać i pisać. Napisać wszystko czego chcę się pozbyć i odejść, na zawsze.


Nie dopuściłam do siebie tej myśli. Na dodatek, dla mnie to nadal ledwie kilka dni. A tak naprawdę, ile minęło?  Prawie cztery miesiące. Głupia naiwności, daj mi zaczerpnąć świeżego powietrza! Proszę... Nie mogę przecież wiecznie lokować uczuć w człowieku, który kładzie mnie na najdalszej półce razem z obojętnością i zapomnieniem. Jestem obolała i to dosłownie, ale w stu procentach nie z powodów fizycznych. Brak motywacji, jezus, dlaczego jestem taką pierdoloną idiotką?

niedziela, 19 stycznia 2014

Dotknij mnie, jestem zimna. Nie jestem w stanie się kontrolować. Na każdym kroku czuję chłodny oddech na plecach. Coś nieustannie pcha mnie do przodu, nie pozwala stanąć w miejscu. Nie pozwala spoglądać za siebie. Ciągłe zmiany, nieustannie próbuję zakamuflować uszczerbki na zdrowiu psychicznym najróżniejszymi zmianami w wyglądzie. Nie potrafię sprecyzować czego wymagam od siebie. A czego wymagam od innych?  Potrzebuję wakacji, zdecydowanie. Ciepła czerwcowego światła i nocnych rozmów z zapachem stygnącego asfaltu. Zdecydowanie to wyrwałoby mnie z tej chandry. Marnej wegetacji. A może nie? Może tak naprawdę zostałam spisana na straty i nikt ani nic nie jest w stanie mi pomóc? Zbyt wiele znaków zapytania, a to dopiero szósta linijka tekstu.



piątek, 17 stycznia 2014

Zabawne jak bardzo nic może się nie zmienić w ciągu dwóch tygodni. Może tylko coraz bardziej popadam w chorobę psychiczną i moje urojenia. Siniaki wyglądają pięknie, kolejna krew, tylko pod skórą, mniej zauważalna (czy bardziej?). Coś dziwnego się dzieje, czego mój mózg nie przyjmuje i muszę się upominać na każdym kroku. Lecz może uśpię swą czujność, mam na to dwa tygodnie. Dwa tygodnie na wzlot, dwa tygodnie na upadek, Wybór należy do mnie. Mała zmiana, Drastyczna zmiana. Wyniszczenie zewnętrzne, początek początku. Zmiany mniej powierzchowne niż można by się spodziewać. Siła i wytrwałość. Oh, nie pamiętam kiedy was ostatnio widziałam.