Myślę. Nie można już chyba przeżyć czegoś jak za pierwszym razem. Będziesz tak samo płakać na filmie jak wtedy, gdy oglądałeś go po raz pierwszy? Tak samo zachwycisz się zachodem słońca na plaży? Tak samo niesamowity będzie dla ciebie peak po zażyciu narkotyku? A czy zakochasz się znów tak jak za pierwszym razem?
Okropne uczucie nieuniknionej ulotności i niemożności zatrzymania tego uczucia. Chciałoby się machać otwartą butelką w powietrzu tak, aby nabrać do niej jak najwięcej danych wspomnień i móc je potem w niej zakorkować. Boże, gdyby tak się dało, miałabym oddzielną półkę, by je kolekcjonować. Albo, proszę (błagam), wymaż mi pamięć i daj przeżyć to wszystko od nowa. I tak w kółko.
Czym jest ta wewnętrzna pustka. Tak jakbym coś straciła zyskując nowe doświadczenie. Jakbym wpadała w pułapkę. Jakbym sama przekręcała kluczyk w kłódce do mojego aresztu. Chcę wyjść, chcę chłonąć, ale jednocześnie nie chcę przeżywać nic nowego, bo to już nie będzie takie samo. Nic już nie będzie takie samo.
Nie chciałabym nawet. Zrzygałabym się tym życiem. Zbrzydłoby mi jak ulubione danie jedzone codziennie przez tydzień.
Teraz mogę jedynie zbierać obrzydliwe konsekwencje wszystkich pierwszych razów.
Skóra moich warg smakuje teraz wybornie. A słone łzy drażnią kąciki moich oczu.
