Zastanawiam się. Tak dla odmiany. Moje życie nabrało jakiegoś dziwnego rozpędu, którego nie jestem jeszcze w stanie ogarnąć. Mało subtelnie skoczyłam ze skrajności w skrajność. Spędzanie snu z powiek domniemaną marnością swego żywota traktowałam jak hobby. Jedni jeżdżą konno, inni zbierają znaczki, a ja rekreacyjnie przybijałam się do krzyża. I nagle wszystko wykonało obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Gdzieś w środku, ze zgliszczy ostatnich kilku lat odkopało się moje JA, którego chyba nikt z mojego obecnego otoczenia nie zdążył jeszcze poznać. Mam plany, które konsekwentnie, krok po kroku realizuję. Sama za tym nie nadążam, nawet nie próbuję. Niech to się po prosu dzieje. Pozwalam sobie rzucić się w wir pragnień i ambicji.
Dużo czasu też zwyczajnie marnuję bawiąc się, korzystając z życia. Nigdy wcześniej wiosna nie pachniała tak pięknie. Czasem siadam w kuchni i z kubkiem kawy w dłoni obserwuję starszą panią sprzedającą kwiaty (pewnie z własnego ogródka). Rozczula mnie ten widok. Kiedyś kupię od niej wszystkie, by mogła wcześniej wrócić do domu i zrobić sobie herbaty. Innym razem zarzucam molly, odpalam jointa i maluję obrazy. Gram, robię dziary, planuję studia i przyszłość. Amplituda zainteresowań. Serio, fajna sprawa. Niech dzieje się więcej. Niech dzieje się tak dużo, że nie będę miała czasu podrapać się po dupie.
Testuję siebie. Póki co udaje mi się zdawać na dobre osiemdziesiąt procent.
