wtorek, 15 sierpnia 2017

Czy niespełna dziewięć miesięcy to wystarczająco by urodziło się tutaj cokolwiek nowego? Wracam na stare śmieci jako nie do końca stara ja. Zaczynam uczyć się życia, zaczynam sporo zmieniać. Zrobiłam już pierwsze kroki, które z początku wydawały się czymś niemożliwym. Gdy człowiek stara się być lepszą wersją siebie, wewnętrzne demony głośno protestują. Walczę. Przezwyciężam. Dzieje się ze mną coś, co nie do końca rozumiem, ale upajam się tym stanem rzeczy. Jest przyjemny, jak pierwszy jesienny podmuch wiatru.
Wszystko jest jakieś nowe ostatnio. Istnienie nie jest tak przytłaczające. Nigdy nie było w moim życiu stabilności i pewnie nie prędko ona nadejdzie, mimo wszystko niech ten epizod trwa jak najdłużej. W czerwcu przeżyłam wschód słońca. Wdarł się do mojego serca szkarłatną czerwienią i trwa nadal. Czasami zbyt mocno razi w oczy. Często delikatnie rozgrzewa. Oświetla mnie ciepłymi barwami. Serce mi się uśmiecha, a oczy się świecą. Niech ten wschód trwa, bo zachodów dosyć się już się naoglądałam.