niedziela, 29 grudnia 2013

Beznamiętna pustka. Najgorsze propozycje są najbardziej kuszące. To tylko dwa tygodnie. Dwa tygodnie na podjęcie decyzji. Jaki mam wybór? Zabijać się powoli w samotności czekając na coś co nie nadejdzie, czy raz skorzystać z życia a potem od razu umrzeć? Chorobliwie już nie wiem co robić.







wtorek, 24 grudnia 2013

Plany na dziś wieczór?  Powspominam lipiec, potęsknię trochę, byle nie za dużo. Musi zostać mi coś na wieczność. Chyba dziś zrozumiałam coś bardzo ważnego. Miłość nie znika jak dym z papierosa. Nie obraca się też w popiół, który można strzepnąć szybkim ruchem z rękawa zimowego płaszcza. Miłość to uczucie, które jest jak księżyc. Nie można go przeoczyć, jest wielki i piękny. Daje znać o sobie w nocy, lecz w dzień także istnieje, mimo, iż go nie widzimy. Nie jestem typem kochliwej małolaty, która widzi pięknego chłopca i w mig zaczyna trzepotać rzęsami. Jestem raczej typem małej, szarej autodestrukcji, której ciało, niczym jedwab, obleka cholerna tęsknota. Dużo się smucę i jestem stała w uczuciach. I nie potrafię sobie poradzić w zimowe wieczory, bez twojego ciepłego uścisku. Ciepłego za sprawą uczuć, które do mnie żywiłeś lub po prostu z powodu lipcowych upałów.



poniedziałek, 23 grudnia 2013

Tęsknię, płaczę, czekam nie wiem na co i zdecydowanie za dużo myślę. W takim tempie przestanę normalnie funkcjonować prawdopodobnie jeszcze przed końcem zimy. Trudno. Póki co nie martwię się. Jest wolne, więc i ja chcę mieć wolne od zmartwień. Pojutrze spotkanie rodzinne, przyznam, że nieco się obawiam. Być oceniana, albo chociażby komplementowana. Nie wiem dlaczego, po prostu. Proszę nie mówcie o mnie, nie zwracajcie uwagi.



Gram, żeby zapomnieć i właśnie zaraz idę zapominać dalej. Chyba za bardzo zżyłam się z Franklinem, Michaelem i Trevorem oraz całym Los Santos. Nie wyobrażam sobie skończyć GTA V, tak szybko jak skończyłam Tomb Raider. Co pocznę z życiem? Pozostanie mi jedynie odliczanie dni do koncertu 30 Seconds To Mars w czerwcu.

wtorek, 10 grudnia 2013

Nasza miłość była wyłącznie dziecinną zabawą,
Mimo to wiemy swoje,
że to coś dla nas znaczyło
A te kawałki wciąż trwają w każdym z osobna, kogo kochaliśmy
Więc podnieśmy te kawałki,
Spróbujmy i zróbmy połowę jedności,
Ale w naszej podświadomości
Jest trochę inna historia do opowiedzenia.
Ta Miłość ucałowała nasze usta,
Ta Miłość dotknęła naszych oczu.
I nieważne jak szczerze,
Ta Miłość zmieniła nasze życia.
I nawet jeśli cała miłość się ulotniła,
Mamy kilka blizn do dumnego zaprezentowania,
Ponieważ pod koniec naszych żyć
Możemy powiedzieć: "przynajmniej próbowaliśmy"


Chcę czy nie chcę żyć? Dusze się, zalewam się łzami i nie potrafię wziąć oddechu. Dlaczego? Przecież, żadne z nas nic już ze sobą nie łączy oprócz wspomnień i nieczęstych rozmów. Wielka odległość i różnice poglądów. Dlaczego więc płaczę, a ręce trzęsą mi się jak na największym mrozie? Boję się, że być może miałam jeszcze coś, co właśnie straciłam bezpowrotnie. Spłonęło, jak ostatnie wspólnie zdjęcie. Błagam, uśpijcie mnie. Chcę śpiączki farmakologicznej lub narkozy, z której nikomu nie uda się mnie wybudzić. Zazwyczaj cudowny ból, dziś nie pomaga. Trzeba czegoś więcej. Sytuacja jest nie na tak mainstreamowe rozwiązania. Nie chcę, nie będę jeść. I umrę. Nareszcie, wszystko zniknie, jak zły sen każdego mglistego poranka.



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Zmęczony, tak bardzo zmęczony okazywaniem prawdziwej miłości
Której większość nie ma nawet ochoty poczuć
Zobacz to co widziałem ja
Otwórz oczy i zrozum, że to jest prawdziwe
Ta pora roku przynosi ze sobą głęboką ciemność
Zgubiłem się, i raczej się już nie odnajdę
Skrzywiony, udręczony bólem
Wiem, że powinien czuć się wolny, ale śpiewam dalej ten smutny refren
Nie mogę spać, a jedzenie straciło smak
Boże, tak straszliwie dość mam tego miejsca



Boję się wychodzić z domu, naprawdę. Przeraża mnie znieczulica społeczna i to, że za bycie sobą zostajesz skreślony na samym początku. Nie czuję się pewnie, każdy krok stawiam na cienkiej tafli lodu. Za odwagę trzeba płacić, strach jest za darmo. Jest mi dobrze ze swoim widzeniem świata. Słucham muzyki, której człowiek nie powinien słuchać, gdyż dołuje. Lecz to jakiś rodzaj masochizmu, wpędzanie się w głębsze nostalgie za nieznanym i wyczekiwanym. Oczywiście ran na duszy nie widać, prawda? Przecież mówię, wszystko w porządku. Przyłóż mi pistolet do skroni i rozchlap mój mózg na ścianie. Naprawdę, mówię, nie ma sprawy. Wszyscy się zmienili.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Przestań mnie komplementować. Nienawidzę tego, wpadam w panikę, gdy ktoś mówi o moim ciele. Nie chcę tego, nie potrzebuję. Nie dotykaj mnie. Nienawidzę siebie, swojego ciała. Nie chcę, aby mnie przytulać, aby dotykać, aby mówić coś o moim ciele. Zostaw mnie. Chcę dążyć do perfekcji, ale nie dążę do niej. Ciągle upadam, przegrywam sama ze sobą. Co mam zrobić? Czuję się zagubiona do tego stopnia, że stwarzam problemy sobie i innym. To wszystko jest bez sensu, chore myśli. Nic nie jest w stanie mnie od nich skutecznie odciąć. To jest coś co było we mnie od zawsze i będzie na zawsze.





Każdemu dookoła mówię, że nie chcę cię widzieć, a wzrokiem szukam cię po ulicy. Kocham cię szeptem, możesz nie zauważyć. Anyway, nie chcę cię tracić, a przynajmniej tego co po tobie mi zostało, a mój lęk jest tak wielki, że nie mogę zaczerpnąć tchu.



sobota, 30 listopada 2013

Między mną a grypą kąt - trzydzieści osiem stopni. Cholerny wirus, zatruwa moje ciało i umysł, bo odechciało mi się żyć.



piątek, 29 listopada 2013

Rozmawiałam z własnym chaosem, brakuje mi świata wyimaginowanego przeze mnie. Tyle ostrz rozcina moje myśli, których nie potrafię złożyć w logiczną całość i jednym tchnieniem przenieść tutaj - do składziku szarych, zakurzonych i niechcianych. Łzy same napływają mi do oczu lecz chyba po prostu ze zmęczenia światem, gdy szeroko otwieram usta, by po raz kolejny oddać, mam nadzieję, oddech agonalny. Gryzą mnie zgryzoty bliskich mi osób, a czasami zaczynam myśleć, że dzieje się tak przeze mnie, przez to jaka jestem. Wiecznie coś nie tak, wiecznie smutna, bez życia, z depresyjnym nurtem płynąca przez rzekę społeczeństwa. Trudno to wyjaśnić, a herbata stygnie. Nie ma czasu, wszyscy chcemy istnieć.


Prawie nic dziś nie zjadłam, nie chcę, nie będę. Chcę tylko spać i czuć głód. Lekkość, delikatność, trochę mniej wszystkiego i trochę więcej niczego. Irytuje mnie wiele rzeczy, najbardziej ja sama. Idk, who cares.

środa, 13 listopada 2013

To nie jest zły dzień, to jest po prostu złe życie spowodowane złym światem i złymi ludźmi. Nic na to nie poradzę. Przepraszam, że słucham a nie słyszę. Widzę a nie patrzę, Po prostu rozumiem więcej niż inni. Czuję się cholernie źle na myśl o obcowaniu z ludźmi ze szkoły. Pragnę zostać jutro w domu, sama ze sobą, w ciszy muzyki. Nic mnie tak nie przeraża jak wyjście z domu.


poniedziałek, 11 listopada 2013

Ktoś zapalił latarnie i lepiej mi przedzierać się przez mgłę. Jest jakby lepiej. Przyjemniej i prościej. Wszyscy na mnie patrzą. Kręcę się ciągle w kółko, kochanie. Poziom desperacji wzrasta. Muszę pamiętać, że to tylko gra. Tak piękne, piękne kłamstwo. Jak to się dzieje, że przebywając z ludźmi, z którymi wcale nie chcemy przebywać stajemy się tacy, jacy nie chcemy być? To chyba pewien rodzaj maski, która ma być dla słabych dusz barierą od świata. Ha, zabawne, kto wrażliwy w tych czasach nie ma fobii społecznej? To wszystko nas po prostu zniszczy, postradamy zmysły. Zabójstwa, samobójstwa. Schizofrenia.





Pray to your god, open your heart
Whatever you do, don't be afraid of the dark
Cover your eyes, the devil's inside

sobota, 9 listopada 2013

Potrzebuję koncertu, całkiem sporo muzyki na żywo, prosto do ucha, do serca. Zero er ha plus. Ból głowy, niewyspanie. Ból istnienia, żałość. Chętnie utoczę sobie krwi. Jest mi dziś dziwnie dobrze, może za sprawą tego, że od 3 dni nie kryję mojego prawdziwego ja i przestałam na siłę udawać wesołą osobę. Integruję się z deszczem podczas krótkich spacerów, przenika mnie chandra. Stan przygnębienia, złe samopoczucie, niskie poczucie wartości, apatia, depresja, poczucie beznadziejności. Ciepłe światło lampki nocnej i chłodny widok za oknem. Jak dla mnie? Klimat idealny. Trochę poumieram, ale nie za długo. Wieczorem mogę być szczerze uszczęśliwiona. Przyjaźń tak chyba działa, kontakty z ludźmi, którzy są naszym krzywym zwierciadłem.






środa, 6 listopada 2013

Zero kontaktu z rzeczywistością. Zaczęłam obawiać się o siebie. W jaki sposób radzę sobie z gorzką rzeczywistością, a w jaki z cierpieniem. Cholera, czy ja naprawdę mam takie problemy? Co, jeśli to tylko jakieś wyolbrzymienie. Sama sobie kopię dołki. Nie jestem dziś w stanie się ruszyć lub zrobić coś konstruktywnego. Po prostu. Gdzieś w kąciku mnie żarzy się jeszcze to głupie uczucie do ciebie, i chyba wypala mi dziurę w sercu. Ja nie umiem zadzwonić, być może boję się wiedzieć co się z tobą dzieje, bo to zbliża. Wymienianie informacji, rozmowa, co u ciebie, co u mnie, nic, nadal nic się nie zmienia. 


Co się dzieje?! Patrzę tępo w ekran komputera bez zamiaru zrobienia czegokolwiek. Ogarnia mnie czarna pustka, nie mam pomysłu na nic, zwłaszcza na życie. Życie bez pomysłu, pomysł bez życia. Człowiek bez życia. Ja.

niedziela, 3 listopada 2013

Amok. Co robią plamki krwi na chusteczce higienicznej? To znowu ja? Znów to zrobiłam, czy moje dłonie znów zadały rany ciału? Jakże śmiesznie słaba istota z mnie. Uciekając przed samą sobą mijam zakręty smutku, tęsknoty aż dobiegam w ten sposób do noża, który z własnej woli wbijam sobie w serce. Tak wiele kosztuje mnie wzięcie do ręki telefonu i wybranie twojego numeru. Jesteś tak cholernie ponad moje siły, tak bardzo, że nawet nie potrafię tego zrozumieć. Umieram z niewiedzy, ale nie potrafię spytać co u ciebie. Komiczne komplikacje w głowie, zgnilizna w myślach. Coraz chłodniej się robi, coraz szybciej mija czas na szarych popołudniach spędzanych przed ekranem komputera. Chyba minusowe temperatury przyniosą wiele chłodu i oby zamroziły ludzkie uczucia. To wszystko o garść za wiele.





Arctic Monkeys - Why'd You Only Call Me When You're High

sobota, 26 października 2013

Jakaś cząstka bólu jest w najdalszym kącie mojego umysłu a ja jestem pełna sprzeczności.
Nie mam co więcej dodać, na dzień dzisiejszy nie istnieję w ludzkiej postaci.


piątek, 25 października 2013

Wszystko co teraz czuję, to obrzydzenie. Jest wszędzie, we mnie całej. Nie mogę spojrzeć w lustro. Z głośników na tyle głośno słychać screamowanie i growlowanie, na ile pozwala na to godzina. Zagłuszanie wyrzutów sumienia zadawaniem sobie bólu jest głupie. O ironio, jestem głupia. Przegrywam na każdym kroku. Co ja mam zrobić, żeby wreszcie wszystko było w porządku? Nie chcę musieć karać się za wszystko co zjadłam, bo to mnie wykańcza. Wypadają mi włosy i rozdwajają paznokcie. Marnuję swoje życie, które mam tylko jedno, na ciągłe napady głodu na przemian z głodówkami. Wykańcza mnie to bardziej psychicznie niż fizycznie i to nie jest dobre. To paranoja, choroba. Boję się tego...




środa, 23 października 2013

Strzelają do mnie. Nie mam gdzie się ukryć, wszystkie bunkry zabrali, jestem na lodowej pustyni. Ślizgam się i nie mogę ustać. Znów tchórzę, kurczę się i chowam w sobie. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Panika, obrzydzenie, nienawiść.


Jestem z siebie dumna. Stałeś się pionkiem, a to jest mój ruch. Od teraz to ja rozdaję karty w tej popieprzonej grze uczuć. Lecz spokojnie, powoli, nie mogę zachłysnąć się tym wszystkim, bo dostanę czkawki czy innych drgawek serca. Wszystko w moich rękach. Ta myśl mnie podnieca i przerasta. To moje zadanie i chcę być satysfakcjonująca dla samej siebie.

poniedziałek, 21 października 2013

Baw się mną dalej, przecież to lubisz. Ja tylko rozpadam się powoli, lecz nie zwracaj na to uwagi, to nic poważnego. Nie zorientujesz się, kiedy zaniknie we mnie serce i już nie będę tą samą osobą. Bo ci nie zależy, tak bardzo, jak sądzisz. A ja to widzę, bo czuję ciebie całą sobą, czuję się twoją częścią, choć formalnie nią już nie jestem. Tego też nie zauważyłeś. Myślisz, że nadal możesz mnie mieć o każdej porze dnia i nocy. Niestety, z każdym kolejnym spacerem podczas mroźnego wieczoru, jestem o jedną, dwie lub dwadzieścia łez mądrzejsza. Coraz lepiej wiem, co dla mnie dobre, choć pozornie trudne. Trudna jednak jest świadomość, że kocham cię dużo bardziej niż ty mnie i że nie jesteś dla mnie dobry. Nie zasługujesz na mnie.




Dysmorfofobia i zaburzenia odżywiania, brzmi nieźle. Świat, który stworzyłam w swojej głowie nieustannie ciągnie mnie w dół albo po prostu nie wymyśliłam niczego, czego mogłabym się złapać, by iść w górę. Ciągle w mojej głowie nieustające szepty, oznajmiające mi jak bardzo beznadziejna jestem. Próbowałam zatykać uszy, uciekać, ale to na nic. To siedzi w środku. Bliżej niż we mnie, bliżej niż poza mną. Wszędzie i nigdzie. Destrukcyjne myśli są za rogiem, słowa odczytane z murów czy wypowiedziane przez przypadkowych przechodniów - wszędzie widzę jeden sens. To mnie zniszczy, niewątpliwie przegram tę podstępną grę moich słabości. Kto tym razem rozdaje karty? Mój umysł czy żołądek? Jestem cholernym pionkiem, a przegranemu przyjdzie ponieść poważne konsekwencje. Nie chcę musieć w tym uczestniczyć, niestety, świadomie wybrałam już swoje życie.





I wanna have control...
I want perfect body, I want perfect soul.

sobota, 19 października 2013

Cóż, nie mogę dziś na nic narzekać. Dane było mi poczuć się jak małe dziecko, które tylko czeka aż chwyci w ręce ulubioną zabawkę. Naładowałam się szczęściem na najbliższy tydzień. Może nawet będę nim emanować, aby inni też poczuli się szczęśliwi? Zapasy pozytywnej energii ukryłam w kieszeniach.



Nie mogę spać. Nie chcę i nie będę. Mam dziś noc na poważne rozmyślanie sam na sam z księżycem. To już rutyna, mieszka u mnie co pełnię, zagląda przez białe żaluzje i pyta jak mi mija życie. A ja nie śpię, myślę nad odpowiedzią. Nie wiem. Nie wiem jak mija mi życie. Dlatego na wpół przytomna sprawdzam miliony scenariuszy, a dalej żaden nie wydaje się być tym właściwym. Spokojnie poczekam, aż Morfeusz zgrabnie obejmie mnie i wyszepcze sny do ucha, a dźwięki ukochanego zespołu niech ukoją moje rozkołatane serce.

piątek, 18 października 2013

Dzisiaj utopiłam rzeczywistość w  (dosłownie) okropnie skutecznym alkoholu, a ponoć nie przystoi pić z rana. Miło byłoby jednak pamiętać pierwszą połowę dzisiejszego dnia. Chyba funduję sobie ucieczkę od tęsknoty rodem z pogranicza głupoty i rozsądku. Czuję jednak, że uda mi się niedługo zatracić w pasji i robić to co kocham. Bardzo, bardzo dobre perspektywy.






Chcę za wszelką cenę zrobić coś przeciwko sobie i przeciwko tobie. Prawdopodobnie ani odrobinę nie interesuje cię, czy patrząc tępo w przeszłość potrafię wziąć kolejny oddech. Czy biorąc kolejny, chwiejny krok nie potknę się i nie upadnę. Czemu nadal tak bardzo zależy mi na marnym zainteresowaniu z twojej strony?  Ktoś podchodzi, chwyta moje kończyny i zaczyna je łamać. Po kolei, wszystkie. A ja potrafię bezradnie usiąść i patrzeć. Uśmiecham się tylko subtelnie i delektuję się tym uczuciem. Uświadamia mi jak bardzo jestem człowiekiem.

czwartek, 17 października 2013

Niewłaściwy moment na słabości serca, nie mam przy sobie chusteczek. Zwykłe zdjęcie, a karmię się tym jak wyborną trucizną. Posypuję rany solą, a są jeszcze świeże, jak wspomnienia minionego lata. Nie umiem sobie z tym poradzić, biegnę, ale potykam się za każdym razem, gdy próbuję spojrzeć w tył. Mgła, mieszanina tęsknoty i rozgoryczenia, nie pomaga w przejrzystym widzeniu na ścieżce pełnej kamieni. Tyle bym oddała za jeden uśmiech skierowany w moją stronę, za lekki dotyk, kolejne muśnięcie ust. Potrafiłeś mnie rozgrzać, ale teraz jestem zimna. I mogę się pokruszyć, zwyczajnie, jak lód.






środa, 16 października 2013

O co chodzi

Tak naprawdę
o nic nie chodzi.
Tylko o to,
żeby wystarczyło ci
czasu na życie
na złamany paznokieć
katar sąsiada
spacer w deszczu, pogrzeb wróbla
jeden telefon, dwa jabłka
migotanie przedsionków
na Mozarta i Belliniego
samotność, nadzieję -

na więcej nie licz.
Posiwiało ci serce.




Kawa i papierosy, jakież to podręcznikowe. Tyle siedzi w mojej głowie, a ja muszę to poskramiać. Kilka razy dziennie po czterdzieści pięć minut. Pogoda chyba utożsamia się z moim nastrojem, albo specjalnie wytacza przeciw mnie proces, by tylko mnie bardziej pogrążyć w otchłani własnych słabości. Wczoraj znów się poddałam, a dziś obudziłam się silniejsza. Chyba tylko po to, by wieczorem spaść z jeszcze większej wysokości. Może wcale nie musi tak być? Może po prostu muszę zdjąć te ciemne okulary i jeszcze raz, na nowo spojrzeć na to co mnie otacza? Jakże byłoby miło odnieść jakiś drobny sukces w bitwie z brakiem akceptacji siebie i nadciągającą armią chwil zwątpienia. Dziwnie przyjemne powolne umieranie i rozmowy sam na sam z czterema ścianami.


Wybite okna, połamane parapety, nieudane samobójstwa duszy.

wtorek, 15 października 2013

Wszystko dzieje się tak szybko, że nie nadążam się spieszyć. Źle sypiam ostatnimi czasy, a weekend dał mi w kość. Specyficzny smak wódki. Gorycz w ustach - azyl. A potem kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt chwil ulotnego szczęścia tak nietrwałego jak to tylko możliwe, których teraz nawet nie pamiętam. No i papierosy. Muszę puścić z dymem stres i napięcie, bo moja głowa chce eksplodować od nadmiaru brudnych marzeń oraz małych bitew na poligonie myśli. Czas na gorący prysznic, kubek kawy i Skinsów. Po co się przemęczać, mam na to czas - od nigdy do zawsze.





Miłości nie wolno szukać na siłę. Prędzej czy później przyjdzie do nas sama zdziwiona dlaczego przestaliśmy o nią zabiegać. Dlaczego? Bo jest trudna, jest typem egoisty i stara się nas sobie podporządkować. Jeśli człowiek ma choć odrobinę zdrowego rozsądku, wyjdzie, trzaśnie drzwiami i zda się na trwanie. Natomiast miłość, po którą pójdziemy sami, jest łatwa lecz nietrwała i bezwartościowa. Co może bardziej wykończyć człowieka i jego marną duszę niż uczucie, które podsycamy jedynie nadzieją? Zamiast ją mieć lepiej uwierzyć i spokojnie czekać, a zostaniemy nagrodzeni uczuciem pięknym i delikatnym niczym porcelana.



Pochłaniam ostatnimi czasy niezliczone ilości muzyki z nadzieją, że w którejś z piosenek znajdę fragment ciebie i będę go mogła zatrzymać. Na zawsze. Tylko dla siebie. Wczoraj znowu bolało mnie serce i nadal nie mam pomysłu na życie. Musisz mi pomóc, bo od szesnastu dni pada deszcz i życie powoli zaczyna mi się rozmywać. Kawa i emocjonalna próba samobójcza. Dwudziesta trzecia w tym tygodniu. Coraz mniej telefonów, wspólnych uśmiechów do słuchawki, bo przecież nie mamy czasu. Nie mamy czasu na miłość.




Nie jestem tą samą osobą, którą byłam jeszcze przed wakacjami. Odnoszę wrażenie, że czegoś mi brakuje i przestałam żyć w zgodzie z moim ja, schowanym pod brakiem wiary w siebie i w ludzi, którzy mnie otaczają, a na których uwagi praktycznie nie zwracam. Gdzie podziały się wszystkie ludzkie odruchy? Potrafię siedzieć tylko i obmyślać genialny plan, jak ukryć roztrzepane myśli i trzęsące się dłonie. Jednak ciągle prę do przodu, jesienny wiatr nie pozwala mi stać w miejscu. Lubię się zapomnieć, nieczyste zagrania w stosunku do samej siebie, byle tylko poczuć, że żyję, a nie istnieję. Małe impulsy, jak ostatnie oddechy tonącego. Łapczywie, Jak gdyby miały to być ostatnie chwile, a zarazem pierwsze, tak nieznane. Wszystkiego chcę spróbować, dotknąć. Lubię być nierozsądna, to daje mi poczucie, że nie jestem zdana na trwanie, lecz mam wpływ na cokolwiek. Ten cukierek jest słodki, delektuję się nim jednocześnie wierząc, że w środku nie kryje się gorzkie nadzienie.

poniedziałek, 14 października 2013

Brakuje mi lekkości myślenia i pisania, co sprawia, że nie mogę dać upustu emocjom czyli nie mogę sobie pomóc. Nas już nie ma, jesteś Ty i jestem ja, jesteśmy my ale nie razem lecz oddzielnie. Oboje żyjemy naszym życiem, ale indywidualnie. Każde z nas martwi się z osobna, Ty o siebie i ja o Ciebie. Nie jestem w stanie przestać krążyć po orbicie planety noszącej Twoje imię.


środa, 17 lipca 2013

Wiem, jestem tutaj, w miejscu. Stanie w miejscu jest tak na dobrą sprawę bardzo dynamiczne. Bardzo uważnie obserwuję zmiany położenia ludzi wokół mnie. Obserwuję, jak ich charaktery, osobowość ulegają zmianie z podmuchem letniego, wieczornego chłodu. Potem nie są to już ci sami ludzie, których wcześniej uważaliśmy za coś tak dobrego jak kubek ciepłej zielonej herbaty i koc. W takich chwilach nawet mucha wędrująca po szybie wydaje nam się bliższa. Garstka ludzi, znanych krócej, sprawia wrażenie osób godnych zaufania. Z każdym spacerem, z każdą kąpielą, z każdym kolejnym kęsem kanapki utwierdzam się w przekonaniu, że nierealne staje się realne. Całodniowe rozmowy z człowiekiem przez kabel. Coś sprawia, że mimo tej odległości wydajemy się sobie bliscy. Zaufanie buduje się na niewiedzy, to uzależnia.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Radiohead, księżyc i internet. Stawiam pierwsze kroki na nowej papierowej konstrukcji. Odległość wymaga zaufania. Jesteśmy z tego samego materiału co nasze sny. Szkoda, że tak rzadko mi się śnisz. Szkoda, że w ogóle tak rzadko Ciebie mam a wyciągnięcie ręki. Przywiązanie w tym przypadku to ryzyko, nie wspominając o miłości. W takiej postaci mam zamiar jeść je łyżkami. Wiek to tylko liczby, odległość to także tylko liczby. Wspomnienia są jak pyłki unoszące się w powietrzu. Wdychanie ich przyprawia nas o alergię. Oczy łzawią. Mimo to nie mamy na to wpływu. Cztery dni. Cztery, trzy, dwa, jeden.