wtorek, 26 grudnia 2017

1:41 am
Leżę w łóżku opatulona moją ulubioną pościelą w malutkie różyczki, a przez okno zagląda mi do pokoju sine niebo. I juz dobrze wiem, że to ten moment. Dokładnie ten i właśnie ten moment na przemyślenia, i wracanie do przeszłości. Rozdrapywanie ran i rozgrzebywanie wszystkiego. Dochodzę do wniosku, że kocha się prawdziwie tylko jeden jedyny raz. Wszelkie uniesienia, chwile zachwytu, mocne bicie serca i ten najpiękniejszy ścisk w żołądku na samą myśl o danej osobie. To wszystko jest jednorazowe jak plastikowy widelec. I może mi ktoś tłumaczyć i mowić, że jeszcze spotkam taką osobę, która mnie pokocha na śmierć i niepogode. Tylko co z tego, kiedy ja już swój pakiet na miłość i wszelkie uniesienia wykorzystałam, a w abonamencie życia przysluguje nam to wyłącznie jednorazowo.
I tak sobie słucham tych wszystkich głupich piosenek, które przypominają mi o Nim i męczę się okropnie, i chciałabym tylko i wyłącznie Jego teraz obok. Jednocześnie do przytulenia, jak i do zmieszania Go z błotem. Bo tak jak cholernie brak mi szacunku do tego człowieka, to w ten sam chory i pokręcony sposób darzę Go zdecydowanie zbyt gorącym uczuciem. Nadal.



wtorek, 15 sierpnia 2017

Czy niespełna dziewięć miesięcy to wystarczająco by urodziło się tutaj cokolwiek nowego? Wracam na stare śmieci jako nie do końca stara ja. Zaczynam uczyć się życia, zaczynam sporo zmieniać. Zrobiłam już pierwsze kroki, które z początku wydawały się czymś niemożliwym. Gdy człowiek stara się być lepszą wersją siebie, wewnętrzne demony głośno protestują. Walczę. Przezwyciężam. Dzieje się ze mną coś, co nie do końca rozumiem, ale upajam się tym stanem rzeczy. Jest przyjemny, jak pierwszy jesienny podmuch wiatru.
Wszystko jest jakieś nowe ostatnio. Istnienie nie jest tak przytłaczające. Nigdy nie było w moim życiu stabilności i pewnie nie prędko ona nadejdzie, mimo wszystko niech ten epizod trwa jak najdłużej. W czerwcu przeżyłam wschód słońca. Wdarł się do mojego serca szkarłatną czerwienią i trwa nadal. Czasami zbyt mocno razi w oczy. Często delikatnie rozgrzewa. Oświetla mnie ciepłymi barwami. Serce mi się uśmiecha, a oczy się świecą. Niech ten wschód trwa, bo zachodów dosyć się już się naoglądałam.