wtorek, 27 października 2015

Połamałam paznokcie - tak to już. Mam szare włosy, teraz pasują to zmęczonych sińców pod oczami. Ostatnimi czasy płacz przynosi mi ulgę. P r z y j e m n a  odmiana. Kurczę się i znikam. W wolnych chwilach nienawidzę świata. Składam się z wiecznych zaprzeczeń i paradoksów. Cierpię na filofobię. Hobbystycznie urządzam wyścigi łez po policzkach.

No i wypłakałam to co chciałam napisać, opustoszałam. Kurwa!




wtorek, 29 września 2015

"tych dni tylko mi szkoda
kiedy mnie dwoje ludzi płodziło wierząc
że będę kimś wielkim dobrym

rozczarowanie musi być niezwykle gorzkie
urodziłem się niezdolny
do przyjęcia jakiejkolwiek formy

miałem tysiące imion
żadne nie było mną
żadne nie było w stanie
mnie wyrazić

chciałem mieć siłę by przezwyciężyć wszystko
pragnienie pozbawiło mnie jej zupełnie

chciałbym zapomnieć że byłem gościem
zbyt wielu barów zbyt wielu kobiet

w których nie znalazłem szczęścia
chciałbym nie pamiętać 
że jednak można się
ostatecznie minąć"

- Eliza Makowska, "Kastracja"


poniedziałek, 28 września 2015

Czuję się osaczona. Wszyscy ode mnie czegoś oczekują, kontrolują, wypytują. Mam wrażenie, że otaczający mnie ludzie traktują mnie zbyt pobłażliwie lub zbyt poważnie, nikt nie doszukuje się sedna, nikt się we mnie nie wsłuchuje. Mogłoby to chociaż oznaczać, że mam ten cholerny święty spokój, ale niestety. Chciałabym choć raz poczuć się traktowana poważnie, bez uszczypliwych komentarzy, ale i bez zbędnego zainteresowania moją osobą. Czy jest to wykonalne? Nie mam pojęcia. Dopada mnie nieprzysiadalność. "Ja to pierdolę, dziś jestem w nastroju nieprzysiadalnym". Mija mi tak życie, przelatuje przez palce i bliskie połamania paznokcie. Piję herbatę o smaku pomarańczy i cynamonu. Od dawna już tylko herbata jest w stanie rozgrzać moje zlodowaciałe serce.

Oglądałam dziś od trzeciej nad ranem zaćmienie księżyca. To było piękne. Siedziałam opatulona kołdrą i myślałam o tym, jakie to piękne, że patrzymy na takie zjawisko, na planetę, która jest częścią wszechświata. Jest tak daleko, ale wydaje się jak na wyciągnięcie ręki. Kumulują się we mnie emocje, z każdą chwilą jest ich coraz więcej, ale nie mają ujścia. Czy kiedyś wybuchnę?






środa, 23 września 2015

Pierwszy dzień kalendarzowej jesieni. Coś sprawiło, że posmutniałam. Nie widać jeszcze przecież opadających liści. Opadają mi jedynie powieki ze zmęczenia. Bo znowu jestem zmęczona życiem i konfliktami wewnętrznymi. Moją małą wojną na polu umysłowym. Nie czuję się już kompletnie. Jedynym pasem ratunkowym stało się odchudzanie. Znów. Na lekcji języka polskiego dowiedziałam się, że używanie krótkich wyrażeń zamiast zdań sprawia, że napisany tekst wydaje się bardziej dramatyczny. Ja tak piszę. Nigdy nie zwróciłam na to uwagi. Mało na co zwracam uwagę, a jednocześnie na zbyt wiele. W głowie mi się przewraca od słuchania ludzi wokół mnie, to jest jakaś rewolucja, bywa mi od tego niedobrze. Wypiłam melisę i czuję, że muszę iść spać. Nie zniosę natrętnych myśli o tym, że zawalam szkołę z własnej winy, że właściwie wszystko pierdolę. Moje wnętrze to same nieużytki i podmokłe tereny. Aktualnie. Spokojnie, będzie już tylko gorzej.

Rodzi się we mnie nienawiść, kiełkuje powoli. Dlaczego i po co? Bardzo palę papierosy i nie bardzo jem. Uczę się od nowa czytać z moich poplątanych myśli i układać to w jedną całość na klawiaturze. Doceniam moją wrażliwość i też ją, kurwa, przeklinam.






wtorek, 1 września 2015

"Nie. Nie rozumiesz Sierpnia. Nie odchodzi, bo musi. Odchodzi bo chce. Wszystkie te wakacyjne drgania serca, zapachy, uderzenia gorąca, słony pot i szum morza odejdą jak co roku w niepamięć. Za jakiś czas będziesz tylko pamiętać, że coś Ci przypomina kolejny Sierpień, ale nie będziesz już pamiętać co. Może zapamiętasz zarys ust, albo jedno zdanie, ale z czasem i to może się zatrzeć w niepamięci. Będziesz tylko czuć tęsknotę i ból, że coś było piękne na chwile, ale nie mogło się spełnić. Bo właśnie na tym polega piękno tych letnich pokus, miłości, pożądań. Na niespełnieniu. Nie opłakuj Sierpnia, nie byłaś jedyną, nie pierwsza wyobrażałaś sobie coś więcej i snułaś już plany na jesienne wieczory. Mogłabym powiedzieć, że za rok znów nadejdzie ten czas, ale to bzdura...zazwyczaj tylko raz tak słodko smakują wakacje..."

Wróciłam.


niedziela, 5 kwietnia 2015

Kocha mnie. Niebywałe. I to nie żart na prima aprilis. Szkoda, że tylko gdy jest pijany. Szkoda, że ja kocham go wtedy, gdy jestem trzeźwa. Ponoć przeciwieństwa się przyciągają. Coś jak yin i yang. Uzupełniamy się. Zabawne.
Ostatnio czuję się jak zawieszona w próżni, jakby czas się zatrzymał. Albo to ja się zatrzymałam. Hibernacja emocji i nadziei. Ale w sumie to w porządku. Nie jest gorzej, A to już coś. Czuję wiosnę, czuję powrót motywacji. Jest trochę planów. Konwenty, koncerty, wakacje. I mam już tatuaż. Jest w sumie bardzo w porządku. Mogę z dumą się tym pochwalić.

sobota, 21 lutego 2015

Nie nadaję się do niczego, jestem jedynie najlepsza w odpychaniu ludzi od siebie. Płaczę teraz pierwszy raz od dawna, ronię łzy ze smutku i tak ładnie tu piszę. Dziwię się, że mam no to siłę, bo na co dzień moje wypowiedzi to zlepek chaotycznych myśli bez polskich znaków, bez przemyślenia i bez ładnych zwrotów, czy inteligentnych słów. Jestem już tak wypalona, wyżarta od środka przez toksyczne substancje, że nie wiem czy jest cokolwiek wartego choćby odrobiny atencji ze strony bliskich, bo ze strony dalszych znajomych nawet na nią nie liczę.


sobota, 24 stycznia 2015

Kim ja jestem? Krzyczę. Nie, nie krzyczę. Usiłuję, ale z moich ust nie wydobywa się nic poza żałosnym westchnieniem. Już nic nie wiem. Nie pamiętam. Nie myślę. Nie żyję. O tej godzinie mam ochotę ubrać się, wcale nie ciepło, może być byle jak, i wyjść. Iść przed siebie po skrzypiącym śniegu i odpalić papierosa. Pierwszego w tym roku. Nie. Drugiego. Już nawet papierosy mi zbrzydły. Tylko alkohol jakoś uśmierza ból, ale nie piję. Boję się. Panikuję, że utyję. Jestem ciągłym więźniem moich lęków. Jak to ludzie żyją? Co daje im prawo do wolnej woli? Wszyscy jesteśmy zniewoleni. Nikt z nas nie jest wolny, Boimy się na każdym kroku. Straty, samotności, świata, biedy, przyszłości lub przeszłości.  Ja też się boję. Bardzo i wszystkiego. Najbardziej ludzi. Obcowania z nimi. To umiejętność, której nie nabyłam w wieku, w którym powinnam była, i teraz już na to za późno. Właściwie to często przez to płaczę. Nie tylko przez to. Przez wszystko. A bywa i tak, że przez nic. Tak wiele we mnie siedzi, a nie potrafię ubrać w tego w słowa i tutaj napisać. Chcę, by było mi lżej. Ale przecież to niewykonalne, prawda? Już nawet nie próbuję. Piszę, a potem czytam to i nic nie tworzy logicznej całości. Choć to mnie odzwierciedla. We mnie też nie ma logicznej całości.