sobota, 30 lipca 2016

Czy ten blog mogę określić jako porzucony? Nigdy. Nie byłabym w stanie porzucić swojej przeszłości, która często do mnie wraca, lecz ja odpycham ją alkoholem, papierosami i małą zieloną przyjaciółką, Cholerna przeszłość wróciła na dobre. A może to nowa przyszłość? Stworzona dla mnie w taki sposób, by zgnoić mnie dwa razy bardziej niż to miało miejsce jakiś czas temu. Nie chce mi się żyć. Po prostu. Bez wymówek czy jakichś tanich tłumaczeń. Jestem zmęczona. Jestem pod presją. Jestem w momencie życia, w którym na każdym kroku wymaga się ode mnie decyzji co do mojej przyszłości. Mówię o swoich planach z uśmiechem, gdy w głowie dudni tylko jedna myśl: nie chce mi się żyć. Ojciec się wyprowadził. Mama wyjechała za granicę. Mieszkam sama. Pieniądze, które dostaję - bo nie zarabiam, boję się iść do pracy, boję się ludzi - wydaję w połowie na papierosy reszta idzie na alkohol i śmieciowe jedzenie. Znów jestem gruba. Znów chce mi się wymiotować na widok mojego odbicia w lustrze. Prosiłam się o to. Błagałam wręcz, by te czasy wróciły. Gdzieś w środku, po cichu lubię swoją rolę męczennicy. Chciałam znów siebie znienawidzić, żeby schudnąć. Chcę mieć znowu depresję, by czuć się mądrzejsza i lepsza od innych. Jeśli czytasz to i w tym momencie i w myślach każesz mi iść po sznur - okej. Wtedy wiem, że nigdy nie przeżyłeś tego. Ale każdy, a przynajmniej spora większość, lubi to uczucie topienia się we własnym smutku. Tak więc jestem tu, znowu. i wcale nie jest mi przykro. Wszystko mi już obojętne.