sobota, 9 listopada 2013

Potrzebuję koncertu, całkiem sporo muzyki na żywo, prosto do ucha, do serca. Zero er ha plus. Ból głowy, niewyspanie. Ból istnienia, żałość. Chętnie utoczę sobie krwi. Jest mi dziś dziwnie dobrze, może za sprawą tego, że od 3 dni nie kryję mojego prawdziwego ja i przestałam na siłę udawać wesołą osobę. Integruję się z deszczem podczas krótkich spacerów, przenika mnie chandra. Stan przygnębienia, złe samopoczucie, niskie poczucie wartości, apatia, depresja, poczucie beznadziejności. Ciepłe światło lampki nocnej i chłodny widok za oknem. Jak dla mnie? Klimat idealny. Trochę poumieram, ale nie za długo. Wieczorem mogę być szczerze uszczęśliwiona. Przyjaźń tak chyba działa, kontakty z ludźmi, którzy są naszym krzywym zwierciadłem.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz