czwartek, 14 sierpnia 2014

Ilekroć zawładnie mną fascynacja innym mężczyzną, do mojej głowy wkracza on. Jego zapach, pocałunki i nieogolona broda. Ciepły dotyk, jego szept, moje słowa... Zostańmy tak na zawsze! I, na boga, cofam to. Nie chcę zostać w tym uścisku na zawsze. Czuję mrowienie, czuję podniecenie. Nie czuję godności. Moje uczucia zostały w kieszeni jego ogromnej, czarnej bluzy, w której jest gdzieś teraz prawdopodobnie. Siedzi, ledwo pamiętając moje słowa "zostańmy tak na zawsze". Ale oboje zbyt dobrze wiemy, że to wszystko jest ulotne, jak woń dopiero co zaparzonej, świeżo mielonej kawy. I choć byśmy się złościli, tupali nogami i wylewali wiadra łez, jest to coś pięknego - jest to chwila. Chwila trwa tylko chwilę i ani chwili dłużej. Chwila to coś czego ani zdeterminowana ja, ani silny on nie możemy przeciągnąć w nieskończoność. A po owej chwili mamy rok, cały rok na zastanowienie się i dokładne przemyślenie czy ma jakikolwiek sens tęsknienie za kimś, kogo już dawno powinniśmy byli zapomnieć. Zapomnieć nas. Zapomnieć siebie. Zapomnieć się i marnować kolejne chwile na zafascynowanie się kimś zupełnie innym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz