Marzyliście kiedyś o zabijaniu ludzi? Jadąc autobusem wyobrażam sobie jak podchodzę do osoby, którą znam lub nie, którą lubię lub nie i widzę strach w jej oczach na widok trzymanej przeze mnie broni. Czasem nóż, czasem strzelba i z zimną krwią dokonuję egzekucji, i nic ani nikt nie jest wstanie mnie zatrzymać. Nie boję się. Widzę tylko jak utylizuję śmieci z tego wysypiska zwanego światem. W tej chwili mam tę wizję w głowie bardzo wyraźnie. Wzięłam kilka tabletek, po których ładnie spada waga. I czuję się trochę naćpana, trochę szczęśliwsza, trochę śmielsza i z dala od wszystkiego co jest tuż obok. I czuję, że mogę wszystko. Ale nie chcę robić nic. "Nic nie mówisz. To nieśmiałość czy wstręt do ludzi?" Myślcie. Myślcie wy tępe ścierwa, o ile w ogóle potraficie używać tego co domniemany pan bóg wam dał. Nienawidzę was szczerze. Umrzyjcie. Albo nie, zaczekajcie aż przyjdzie odpowiedni moment i sama to zrobię. Niczego nie możecie być pewni. W mojej głowie nie just już nic tak jak powinno być. Zwariowałam. Zwariowałam przysięgam. Nikt mi nie pomoże. Nikt wam nie pomoże.




Zawsze jak czytam takie teksty (dlatego, że nie raz miałam myśli podobne) skłaniam się ku radzie: zacznij utylizację od siebie (nie kieruję tych słów bezpośrednio do Ciebie, tylko do hmm.. podmiotu lirycznego tych słów). Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i aby zachować godność nie powinniśmy się wywyższać i decydować o tym kto ma żyć. Skoro ludzie to ścierwa, my też. Zacznijmy zmieniać lub zabijać od samych siebie, aby nie być hipokrytami.
OdpowiedzUsuń