Chcę znowu tonąć. Zmęczona jestem powtarzaniem sobie, że to się zmieni. Znów czekam na przypływ. Kiedy nie mogłam już żyć w ten sposób, myślałam, że to najgorsze co może mnie w życiu spotkać. Jednak jest coś co boli bardziej. Fakt, że tęsknię za zobojętnieniem na wszystko co mnie otacza. Tęsknie, kurwa, za byciem obojętnym na ludzi, których kocham. Wtedy myślałam, że zwariowałam. Nie. Wtedy nie wiedziałam, czym jest zaprzepaszczenie siebie. Miałam nadzieję, że to nie będzie trwało, ale nigdy nie chciałam, żeby się zakończyło. Jestem zepsuta do granic możliwości. Uświadomiona do bólu, do krwi, do mięśni, do kości, do szpiku. Do śmierci. A może to teraz dopiero moje zwłoki opadają na dno. Może utonęłam w momencie, w którym zdałam sobie z tego sprawę. Nie rusza mnie fakt, iż najbardziej ludzki odruch jaki istnieje, zanika. Tęskniłam za otępieniem, za smutkiem, za emocjami. Chyba powinnam zatęsknić za byciem ludzkim. Chyba stałam się się tym, czym nigdy nie chciałam być. Mam wrażenie, że poczuję że żyję dopiero wtedy, gdy sprawie że ktoś będzie czuł się tak ja kiedyś. Jak ja, za którą tęsknię. Nie wiem już kim jestem. Co będzie dalej?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz