Dotknij mnie, jestem zimna. Nie jestem w stanie się kontrolować. Na każdym kroku czuję chłodny oddech na plecach. Coś nieustannie pcha mnie do przodu, nie pozwala stanąć w miejscu. Nie pozwala spoglądać za siebie. Ciągłe zmiany, nieustannie próbuję zakamuflować uszczerbki na zdrowiu psychicznym najróżniejszymi zmianami w wyglądzie. Nie potrafię sprecyzować czego wymagam od siebie. A czego wymagam od innych? Potrzebuję wakacji, zdecydowanie. Ciepła czerwcowego światła i nocnych rozmów z zapachem stygnącego asfaltu. Zdecydowanie to wyrwałoby mnie z tej chandry. Marnej wegetacji. A może nie? Może tak naprawdę zostałam spisana na straty i nikt ani nic nie jest w stanie mi pomóc? Zbyt wiele znaków zapytania, a to dopiero szósta linijka tekstu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz