środa, 16 października 2013

Kawa i papierosy, jakież to podręcznikowe. Tyle siedzi w mojej głowie, a ja muszę to poskramiać. Kilka razy dziennie po czterdzieści pięć minut. Pogoda chyba utożsamia się z moim nastrojem, albo specjalnie wytacza przeciw mnie proces, by tylko mnie bardziej pogrążyć w otchłani własnych słabości. Wczoraj znów się poddałam, a dziś obudziłam się silniejsza. Chyba tylko po to, by wieczorem spaść z jeszcze większej wysokości. Może wcale nie musi tak być? Może po prostu muszę zdjąć te ciemne okulary i jeszcze raz, na nowo spojrzeć na to co mnie otacza? Jakże byłoby miło odnieść jakiś drobny sukces w bitwie z brakiem akceptacji siebie i nadciągającą armią chwil zwątpienia. Dziwnie przyjemne powolne umieranie i rozmowy sam na sam z czterema ścianami.


Wybite okna, połamane parapety, nieudane samobójstwa duszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz