Pochłaniam ostatnimi czasy niezliczone ilości muzyki z nadzieją, że w którejś z piosenek znajdę fragment ciebie i będę go mogła zatrzymać. Na zawsze. Tylko dla siebie. Wczoraj znowu bolało mnie serce i nadal nie mam pomysłu na życie. Musisz mi pomóc, bo od szesnastu dni pada deszcz i życie powoli zaczyna mi się rozmywać. Kawa i emocjonalna próba samobójcza. Dwudziesta trzecia w tym tygodniu. Coraz mniej telefonów, wspólnych uśmiechów do słuchawki, bo przecież nie mamy czasu. Nie mamy czasu na miłość.
Nie jestem tą samą osobą, którą byłam jeszcze przed wakacjami. Odnoszę wrażenie, że czegoś mi brakuje i przestałam żyć w zgodzie z moim ja, schowanym pod brakiem wiary w siebie i w ludzi, którzy mnie otaczają, a na których uwagi praktycznie nie zwracam. Gdzie podziały się wszystkie ludzkie odruchy? Potrafię siedzieć tylko i obmyślać genialny plan, jak ukryć roztrzepane myśli i trzęsące się dłonie. Jednak ciągle prę do przodu, jesienny wiatr nie pozwala mi stać w miejscu. Lubię się zapomnieć, nieczyste zagrania w stosunku do samej siebie, byle tylko poczuć, że żyję, a nie istnieję. Małe impulsy, jak ostatnie oddechy tonącego. Łapczywie, Jak gdyby miały to być ostatnie chwile, a zarazem pierwsze, tak nieznane. Wszystkiego chcę spróbować, dotknąć. Lubię być nierozsądna, to daje mi poczucie, że nie jestem zdana na trwanie, lecz mam wpływ na cokolwiek. Ten cukierek jest słodki, delektuję się nim jednocześnie wierząc, że w środku nie kryje się gorzkie nadzienie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz