Niewłaściwy moment na słabości serca, nie mam przy sobie chusteczek. Zwykłe zdjęcie, a karmię się tym jak wyborną trucizną. Posypuję rany solą, a są jeszcze świeże, jak wspomnienia minionego lata. Nie umiem sobie z tym poradzić, biegnę, ale potykam się za każdym razem, gdy próbuję spojrzeć w tył. Mgła, mieszanina tęsknoty i rozgoryczenia, nie pomaga w przejrzystym widzeniu na ścieżce pełnej kamieni. Tyle bym oddała za jeden uśmiech skierowany w moją stronę, za lekki dotyk, kolejne muśnięcie ust. Potrafiłeś mnie rozgrzać, ale teraz jestem zimna. I mogę się pokruszyć, zwyczajnie, jak lód.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz