czwartek, 6 marca 2014

Początek końca tygodnia. Sądny dzień. Chorobliwe podejście to liczb. Ale nie jest najgorzej. Będę bardziej się starać. Każdy przegrany dzień oddala mnie od osiągnięcia wyznaczonego celu. Wszystko zależy ode mnie i mogę walczyć albo się poddać. Jutro robię sobie dzień przerwy. Od zakładania maski i od dopasowywania się. Od obowiązków i stresu. Od życia. Koncert? Bieganie? Ucieczka mentalna czy fizyczna? Cokolwiek, byle by zagłuszyć ten cholerny łoskot myśli. Jestem taka dziwna i rozchwiana. Ludzie tego nie rozumieją. A ci, którzy rozumieją i którzy bez słów mogliby siedzieć ze mną w ciszy mieszkają tak daleko. Frustrująca ironia losu. Czasami myślę, że to wszystko specjalnie. Słabe jednostki rozsiane są po świecie, by mogły pogrążyć się w swojej marności. Są same, bo nikt im nawet nie umożliwia podróży i spotkania z kimś tego samego pokroju. Dryfują na oceanie emocji. I każdej nocy przeżywają sztorm. I toną...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz