poniedziałek, 24 marca 2014

Zaczynam podejrzewać u mnie depresję. Od jakiegoś czasu nie ma dnia, żebym nie płakała z powodu jedzenia i tego jak wyglądam. Wymiotuję. Pomijam posiłki. Kłamię co do spożytych ilości. A potem się obżeram. Nie wiem czego od siebie wymagam. Wszystko jest jak mgnienie oka, dotykam papierowych ścian domu jakim jest moje podejście do siebie. 60 dni. 60 dni wyrzeczeń, efektów brak. Czy dążę do akceptacji siebie? Czy to może pogoń za nieskończonością. Bieg do doskonałości. Bez mety. Bez fanfarów i konfetti. Nie wiem nic. Ha, Wygrana mnie nie cieszy. Przegrana łamie mi wiarę w siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz